rodzinna firmaświdnicaWinnica Silesian

Sonia, Marysia, Violetta Mazurek: chcemy, by to miejsce tętniło życiem

Pomysł założenia winnicy narodził się w głowie Jarosława Mazurka – jego rodzina od pięciu pokoleń zajmuje się hodowlą koni, a on sam prowadzi w Bagieńcu (gmina Jaworzyna Śląska) duże gospodarstwo rolne. W realizację zaangażowała się cała rodzina – żona Violetta oraz córki Sonia i Marysia. Dziś wina z Winnicy Silesian zdobywają coraz większe uznanie. O początkach działalności i planach na przyszłość rozmawiamy z Violettą, Sonią i Marysią.

* Skąd pomysł na założenie winnicy? Jak to się wszystko zaczęło i przede wszystkim, co było w tym pomyśle aż tak atrakcyjne i porywające, że zdecydowałaś się dla niego porzucić życie w Londynie?

Sonia Mazurek: To był pomysł naszego taty, który całe życie pracował jako rolnik i tak jak mamę nie dało się wciągnąć w tradycyjne rolnictwo, tak i teraz zdawał sobie sprawę, że jeśli chce swoje córki zachęcić do pozostania w naszym pięknym Bagieńcu, to trzeba coś zmienić. Ja wymyśliłam pole lawendowe, a tato zaproponował winnicę. Pomysł świetny, tym bardziej że wszyscy kochamy wino. Moja praca przy produkcji filmowej była wielką przygodą, ale zawsze w tyle głowy myślałam o powrocie na wieś. Marysia natomiast studia na Uniwersytecie Przyrodniczym wybrała z rozmysłem z myślą o pracy w Bagieńcu. Spędziła też rok, studiując w Australii produkcję wina. Także gotowość do pracy przy winnicy miałyśmy obie. 

* Czy to był plan trudny do zrealizowania? Co stanowiło największe wyzwanie?

Marysia Mazurek: Tak naprawdę pierwszy projekt założenia winnicy wraz z austriackim partnerem rodzice mieli 15 lat temu. Dziś jednak wiemy, że nie był to dobry czas, wszyscy się cieszą, że do tego zamierzenia nie doszło. Winnice w Polsce zaczęły powstawać ponad 20 lat temu, prekursorami w branży byli na Podkarpaciu Roman Myśliwiec czy państwo Płochoccy, którzy w tym roku obchodzą 20-lecie winnicy.

SM: W 2015 r. powstała Podkarpacka Akademia Wina w Jaśle i tato przez rok jeździł na drugi koniec Polski, by zgłębić temat pielęgnacji winnicy i technologię produkcji wina. Zakładając winnicę, okazało się, że możemy liczyć na pomocną dłoń wielu polskich winiarzy i wykładowców z Podkarpackiej Akademii Wina. Pomagali nam wybrać odpowiednie miejsce, odmiany oraz doradzali we wszystkim, bo tej sztuki nie można poznać w ciągu roku. Pierwsze zbiory winogron odbyły się po trzech latach od zasadzenia, bo dopiero wtedy roślina staje się na tyle dojrzała, by pokazać swój potencjał. Praca przy produkcji wina to codzienna żmudna praca laboratoryjna, sprawdzanie odpowiednich parametrów, pilnowanie fermentacji. Wino się zmienia każdego dnia i są to wzloty i upadki (śmiech), które przerażają, ale też wprawiają w euforię, kiedy jest dobre. I tak jak zwykle liczy się efekt końcowy. Nam się raczej udało.

* Ile i jakie szczepy można znaleźć w Waszej winnicy?

Violetta Mazurek: Nasza winnica to 11 hektarów, na których rośnie 12 różnych odmian winorośli  – 70 procent to szczepy białe tj. solaris, johanniter, bądź Seyval Blanc- z czego większość nasadzeń  to Riesling, reszta to odmiany czerwone np. Cabernet Cortis. Oczywiście, mamy już pomysły na dosadzanie innych odmian, być może nawet zmianę niektórych, ale to dopiero za jakiś czas. 

* W przyszłym roku minie 5 lat od założenia winnicy. Jaki to był czas? Co się udało zrobić? Co się zmieniło?

MM: Każdy rok to krok do przodu w naszej wiedzy, doświadczeniu, ale doskonale zdajemy sobie sprawę, że przede wszystkim wielka pokora i nauka. Praca z roślinami jest nieprzewidywalna, ale za to piękna, a nawet romantyczna i dlatego też chcemy nasze wino ubrać w pikniki, które będą odbywać się u nas na winnicy i na polu lawendowym, już dziś przyjmujemy wycieczki osób, które bardzo interesuje polskie winiarstwo. 

VM: Na pewno pandemia pokrzyżowała nam wiele planów, ale to pewnie nie ostatni raz tak się dzieje, że zdarza się coś nieprzewidywalnego, na co nie mamy wpływu. W Bagieńcu w Fundacji Spichlerz Kultury od lat odbywa się wiele fajnych wydarzeń kulturalnych, a teraz kiedy połączymy to z enoturystyką, będzie jeszcze piękniej. Czas płynie bardzo szybko, my ciągle musimy inwestować, co dodatkowo utrudnia pracę, ale przyjdzie taki czas, kiedy będziemy z uśmiechem wspominać te bardzo trudne czasy.

* W prowadzenie firmy zaangażowała się cała rodzina. Jak dzielicie obowiązki? Kto za co odpowiada?

SM: To prawda, przy produkcji wina zaangażowana jest cała rodzina, włącznie z naszą 84-letnią babcią. Każdy z nas ma swoje obowiązki. Tato zajmuje się pracą na winnicy, ja i mój narzeczony Esben na swoich barkach dźwigamy pracę w winiarni. Mama pomaga, skupia się teraz na sprzedaży i rozwijaniu enoturystyki.  Wspiera nas, pomaga, w czym może i śmieje się, że ona zmywa kieliszki. Nie, nie – te wszystkie kulturalne wydarzenia i wspaniali artyści, którzy nas odwiedzają to jej zasługa. Oczywiście już od tego sezonu my również włączamy się i będziemy wspólnie tworzyć. Chcemy, aby Bagieniec i winnica kojarzyła się z sielskim miejscem, zachęcającym do odwiedzin i do degustowania naszego wina. 

* Zdarzają się Wam konflikty, różnice zdań? Jak sobie z tym radzicie?

VM: Wino to taki trunek, że raczej łączy, a nie dzieli. Praca przy winie to mimo wszystko poznawanie jego tajemnic, a bez próbowania nie da się smakować. Także trudno tu mówić o konfliktach, chociaż stresów nam nie brakuje. Staramy się wszyscy doświadczać, poznając inne regiony winiarskie, uczyć się smaków, rozpoznawać, co nam się podoba w winie, a co nie.

MM: Na pewno zalet tej branży jest wiele. Teraz rozpoczyna się przyjemny okres konkursów i spotkań branżowych. W ten weekend wyjeżdżamy na najbardziej prestiżowy konkurs Polskie Korki do Poznania, gdzie w ubiegłym roku, nieśmiało wystawiając dwa wina, zdobyliśmy dwa srebrne medale. Za chwilę czeka nas festiwal Gorlitz, ale też musimy znaleźć czas dla naszych gości, który mamy coraz więcej. Chcemy organizować kino plenerowe poświęcone tematyce wina, imprezy firmowe, pikniki i winobranie. Przyjemności, ale też wielkie wyzwanie, by temu podołać. Pracowicie będzie na pewno i oby nie nerwowo.  

* Wasze wina zaczynają być dostrzegane przez znawców i doceniane. Jakie wina znajdziemy w waszej ofercie i jakie nagrody udało się zdobyć?

MM: To prawda, że nasze wina podobają się ludziom je pijącym. Dla nas największą satysfakcją są opinie, że polskie wino jest dobre i nie ustępuje w smaku tym spoza naszych granic. Recenzje, które dostajemy, a jest ich coraz więcej, są dla nas bardzo ważne i nie oszukujmy się, że dzięki takim rekomendacjom zdobywamy naszych klientów. Ciągle rośnie liczba miejsc, gdzie można napić się naszego wina i jest ono dostępne praktycznie w większości dużych miast w Polsce. Oczywiście, skupiamy się teraz na budowaniu doskonałej sieci dystrybutorów, którzy dotrą z naszym winien do każdego miejsca, które zapragnie wina z Winnicy Silesian. Nie jest to prosta sprawa, ale udaje nam się, o czym dowiadujemy się z mediów społecznościowych oraz innych przekaźników. 

SM: Mamy już pierwsze nagrody, ale tak naprawdę ten rok będzie pierwszym, w którym będziemy wysyłać wina na różne konkursy i poddawać je ocenie. Tak naprawdę wiemy, że jesteśmy na początku drogi i musimy mieć wiele pokory, ale też determinacji, by wszystko udawało się po naszej myśli. Tak oczywiście nie jest i potknięć jest wiele, ale po co o tym mówić – kiedyś będziemy to wspominać z rozrzewnieniem. Cieszymy się z tego, co już jest, co będzie i wiemy, że praca w winnicy przy winie to koncept wielopokoleniowy. Przygoda na długie lata i dla naszych dzieci, wnuków i prawnuków, ale to my rozpoczynamy tradycję winiarską Winnicy Silesian.        

* Wiem, że macie plany na kolejne lata? Jakie inwestycje szykujecie? Co się zmieni? Bo przecież winnica to tylko część całej koncepcji? 

VM: Przed nami lata ciężkiej pracy nad zbudowaniem całej infrastruktury. W tym roku już kończymy przetwórnię, laboratorium i salę degustacyjną. Marysia ma plany związane z turystyką i atrakcjami, które towarzyszą takim miejscom. Dla nas najważniejsze jest, aby to miejsce tętniło życiem i płynęło wspaniałym winem. 

foto: Wiktor Olszewski

Dodaj komentarz

Zobacz również