kobietyprawa kobietprzemocVioletta Mazurek

Violetta Mazurek: musimy grać w jednej drużynie

Świat może należeć do nas, kobiet, jeśli nie będziemy niezdrowo ze sobą rywalizować. Musimy stymulować się do rozwoju i bycia lepszą – mówi Violetta Mazurek.

*Za nami akcja „Nazywam się Miliard”. W  jej trakcie mówiłaś o statystykach w kwestii przemocy wobec kobiet. Przypomnisz nam je?

-W ciągu tygodnia w Polsce zostają zamordowane 3 kobiety. Rocznie w naszym kraju 30 tys. kobiet zostaje zgwałconych, a 700 tys. do miliona pada ofiarami przemocy domowej. I mówimy tu o przypadkach udokumentowanych, takich, o których zostały zawiadomione organy ścigania. Według tych statystyk 95 proc. sprawców przemocy domowej to mężczyźni. Statystyki te są przerażające.

* Z czego wynika skala zjawiska? Dlaczego to właśnie kobiety, które z założenia powinny być silne psychicznie, a na pewno silniejsze od mężczyzn, które łączą na co dzień tak wiele ról, padają ofiarami przemocy i, powiedzmy to otwarcie, latami nic z tym nie robią?

-Podstawowym problemem jest przyzwolenie społeczne. Kiedy słyszymy o przemocy, która dzieje się obok nas, milczymy, boimy się. Nie reagujemy, bo to przecież sąsiad bije żonę i dzieci. Oni się pogodzą, a ja będę wrogiem. Dalej, jakim prawem to kobieta z dziećmi ucieka przed oprawcą, a nie on ląduje na ulicy? Często słyszę, że nawet matki mówią do córek, usprawiedliwiając oprawców, że one też były bite przez mężczyzn i tak musi być. Dzieciom potrzebny jest ojciec, nawet taki, który bije. To jest straszna rzeczywistość.

*   Dlaczego wciąż tak mało ofiar przemocy domowej decyduje się mówić o tym, co ich spotkało?

-Wstyd. Zwykły wstyd. Niedawno do takiej sytuacji przyznała się Weronika Rosati, która była nie tylko bita, ale ulegała przemocy psychicznej i ekonomicznej.  A co dopiero tzw. zwykła kobieta, która nie jest w stanie utrzymać się z jednej pensji lub też nie pracując, nie widzi szansy na odizolowanie się od oprawcy? Bez wsparcia rodziny, sąsiadów, instytucji nie ma motywacji do podjęcia walki. To jest straszne. Nie czuje solidarności innych kobiet, które staną po jej stronie. To jest nasz problem – problem kobiet. Nie jesteśmy solidarne, nie wspieramy się i nie stoimy za sobą murem. Dlaczego? Tu mogłabym mówić godzinami…

*  Uważasz, że takie akcje jak ta wspomniana wcześniej, wpłyną na poprawę tych statystyk? Czy nie zostanie to odebrane tak, że parę osób się spotkało, zatańczyło i co dalej? W jaki sposób wywoła to zmiany?

-Jeśli my, kobiety, zaczniemy razem solidarnie domagać się naszych praw, będziemy bronić słabszych kobiet, to pokażemy naszą moc. Kobiety mają tyle zalet, że nie starczyłoby czasu, aby wszystkie wymienić. Nasza mądrość, wielozadaniowość, elastyczność, urok osobisty, pracowitość sprawiają, że… no właśnie ustawiamy się w drugim szeregu. Czy wiesz, że podczas rozmowy kwalifikacyjnej w staraniach o pracę mężczyzna, który spełnia połowę wymogów, uważa, że świetnie nadaje się na to stanowisko? Kobieta musi spełniać 90 proc. stawianych warunków. O czym to świadczy? Jesteśmy zbyt niepewne swej wartości. Takie akcje, które zostały zapoczątkowane w październiku 2016 roku, zaczynają wzmacniać naszą pozycję. Polskie kobiety zaczynają wspólnie walczyć o nasze prawa. Każda z tych akcji uświadamia nam, ile problemów zostało zaniedbanych. Te protesty wzmacniają nie tylko kobiety wychodzące na ulice, tańczące, ale też te które jeszcze ciągle nie zdobyły się na taką odwagę, może jeszcze siedzą w domu i płaczą nad swym losem, ale mają nadzieję, że jest szansa, że ktoś się ujmie za nimi. Ja wychodząc na ulicę, mam nadzieję, że dodaję otuchy innym kobietom.  Przecież, kiedy mówimy o tym, że nie ma przyzwolenia na to, aby politycy decydowali, czy kobiety polskie mają rodzić dzieci poczęte podczas gwałtu czy nie mogą robić badań prenatalnych, aby znać stan zdrowia dziecka, które noszą, to nie walczę dla siebie osobiście, bo mnie te tematy nie dotyczą. Kiedy wychodzę na ulicę i mówimy, że nie wolno rezygnować z cudownych zdobyczy medycyny, jakim jest in vitro, to nie walczę o siebie, bo mam dwie cudowne córki. Widząc nasz gniew, władza wycofała się z szalonych pomysłów ograniczania naszych praw. A co by było, gdybyśmy tego nie zrobiły?

* Jesteś zaangażowana w działalność Stowarzyszenia Kobiet w Świdnicy. Bywasz zapraszana, jak np. ostatnio do Saksonii, na spotkania dedykowane kobietom. Dużo też podróżujesz. Jak my Polki wypadamy na tle naszych koleżanek z innych krajów? Na ile potrafimy o siebie walczyć i nie poddawać się złym rzeczom czy zjawiskom, które nas spotykają?

-Jest bardzo różnie. Kiedy porównuję naszą sytuację do kobiet w Skandynawii, płaczę. W wielu krajach prawo mocno broni kobiet, a nam chce się zabrać prawa, które daje konstytucja. Będąc kilka dni temu w Saksonii, minister ds. równouprawnienia i integracji Petra Kopping specjalnie dla mnie zorganizowała spotkanie z kobietami ze środowisk wiejskich, abyśmy mogły porozmawiać o wyrównywaniu szans pań mieszkających na terenach poza miastami. Rozmawiając z nią rok wcześniej, zainteresowałam ją tym tematem, pokazując, jakie są dysproporcje w Polsce. W tym czasie pomiędzy wizytami w dolnośląskim Urzędzie Marszałkowskim po wyborach samorządowych zlikwidowano funkcję odpowiadającą saksońskiej pani minister. Cudowna Kasia Lubiniecka-Różyło, wielki sojusznik kobiet i środowisk LGBT, straciła pracę ze względów i została przesunięta do innego działu. Za to powołany został nowy urząd – pełnomocnika ds. współpracy z kościołem. Likwidacja takiego ważnego w dzisiejszych czasach stanowiska jest niemożliwa w Niemczech – u nas okazuje się, nie sprawiło to żadnego problemu. Ale wracając do moich obserwacji z podróży, szczególnie tych dalekich, jestem przekonana, że świat przepełniony jest niesprawiedliwością, a pozycja kobiet w niektórych krajach sprowadza się do roli prokreacyjnej i taniej, nisko opłacanej siły roboczej. Taka sytuacja dotyczy ogromnej większości kobiet w Afryce i Azji. Czy będąc tam, czuję się dumna, że jestem Polką? Z jednej strony tak, bo zawsze z tego jestem dumna. Ale widząc tamtejsze kobiety, często płaczę nad ich losem i czuję się kompletnie bezsilna, że po pierwsze nie mogę im pomóc, a po drugie, że wielcy i możni ludzie tego świata, mimo że wiedzą o tym, nie robią nic, żeby to zmienić, bo to im się po prostu opłaca. To jest straszne. Kiedy moje córki były młodsze, zawsze im opowiadałam, że tak się dzieje i że muszą być wdzięczne losowi, że miały w życiu szczęście, że urodziły się w Europie. A teraz kiedy są dorosłe, mają już tę świadomość, ale wiedzą też, że w swojej ojczyźnie tak samo muszą walczyć o prawa kobiet.

* Każda z nas choć raz w życiu odczuła trudności np. w znalezieniu pracy, w sposobie wynagradzania, w podejściu społeczeństwa, tylko dlatego, że jest kobietą. Dlaczego w naszym społeczeństwie wciąż mężczyźni są lepiej traktowani?

-Odpowiedź jest prosta. Pozwoliłyśmy na to. A kto wychowuje tych facetów? My? A kto im wpaja, że są lepsi? My! Przecież ciągle widzę dookoła przypadki, kiedy w wielu domach istnieją podziały na role męskie i damskie. Chłopcy bałaganią, a dziewczynki sprzątają. Wszystko jedno, czy to są siostry czy matki, wyręczamy mężczyzn i wyraźnie dajemy im do zrozumienia, że są lepsi. Ale ja pytam – w czym? Jak często spotykasz się z wypowiedziami, że w rodzinie mąż jest głową, a kobieta szyją? Masakra. A dlaczego żadna kobieta nie powie – mój mąż chodzi tylko do pracy i tylko zarabia, a ja chodzę do pracy, wychowuję dzieci, zajmuję się domem i jestem głową i szyją i do cholery to ja jestem lepsza i to mnie należy się więcej? Słyszałaś to od kobiet naszego pokolenia? Ale wiem i znam to z autopsji, że nowe pokolenie, pokolenie moich córek, żyje w związkach partnerskich, które dzieli się obowiązkami, i mocniej dba o swoją niezależność, swoje przyjemności, swoje płace czy przywileje. Ja nigdy nie powiedziałabym mojej córce, że jest tylko kobietą i należy się jej mniej niż mężczyźnie.

* A Ty pamiętasz takie sytuacje, kiedy potraktowano Cię gorzej, ponieważ jesteś kobietą?

-Chyba nie, ale na to składa się wiele czynników. Moją niezależność wyssałam z mlekiem matki i zawsze bardzo dbałam o nią. Nigdy nie pracowałam na tzw. etacie, co pozwoliło mi zawsze być sobie samej sterem, żeglarzem i okrętem. Zawsze o sobie mówię, że żadnej pracy się nie boję, jestem twórcą a nie odtwórcą, potrafię się dostosować do przeróżnych okoliczności i uczynić się w tych okolicznościach szczęśliwą i samowystarczalną. Właściwie nic mnie nie przeraża. Ale to nie są jakieś przechwałki, bo to też ma ciemne strony. Nawet nie wiesz, jak wiele było sytuacji, kiedy potrzebowałam pomocnej dłoni, bałam się, czułam się przerażona, ale też potrafiłam poprosić o pomoc. Istnieją też w moim życiu tzw. tematy nie przerobione i nie wiem czy mimo tej mojej odwagi kiedyś to zmienię. Boli mnie to, ale idę dalej. Mogę jednak powiedzieć, że przez większość mojego życia obroniłam się od traktowania gorzej. Wręcz przeciwnie, udało mi się wielokrotnie przekonać innych, że jestem lepsza i w pewnych sferach nikt nie poradzi sobie tak jak ja. I o tym, że w czymś jesteśmy lepsze, trzeba mówić z dumą.

* Dużo się ostatnio mówi o braku solidarności kobiet wobec kobiet? Z czego to wynika i co z tym zrobić?

-Wynika to z niskich, obrzydliwych pobudek, strachu przed konkurencją, a przede wszystkim niską samooceną i brakiem wiary we własne możliwości. Tak, jak uważam, że kobiety są wspaniałe, mądre, i mają tysiące zalet, to wiem, że nie potrafimy ciągle pozbyć się tych wstrętnych, wręcz prymitywnych, wad. Świat może należeć do nas, kobiet, jeśli nie będziemy niezdrowo ze sobą rywalizować, zamiast stymulować się do rozwoju czy bycia lepszą. Nawet nie próbuje opowiadać, ile razy to mnie osobiście dotknęło, ile takich przykładów widzę wokół mnie. Nie raz było mi przykro, a nawet może popłakałam się, bo czułam się tak bezradna wobec tak wielkiej głupoty „moich koleżanek”. Myślałam, ile by zyskały, o ile byłoby przyjemniej, gdyby potrafiły grać w jednej drużynie. Nauczyłam się nie tracić energii na toksyczne osoby. Kosztowało mnie to sporo energii, ale opłaciło się. Ja się czuję szczęśliwa – one zawsze będą żyły z bagażem kompleksów. Nie jest łatwo tego się nauczyć, ale życie jest krótkie i tylko jedno. Polecam innym.

* Czego chciałabyś życzyć świdniczankom?

-Kochane Panie, dziewczyny. Może się powtarzam po innych, ale żyjcie tak, jakby był to wasz ostatni dzień życia i chciałybyście pokazać się w nim z jak najlepszej strony w stosunku do siebie i innych. Jeśli to wymaga czasami większego skupienia na własnej osobie – róbcie to, bo nikt dla Was nie będzie tak dobry jak Wy same. Pokochajcie siebie, swoją wartość, mówcie innym komplementy, cieszcie się każdym drobiazgiem, małymi przyjemnościami, ale i dążcie do szczytów. Pamiętajcie, że wszystko to, co najlepsze, należy się właśnie Wam i waszym najbliższym. Kochając siebie, będziecie widziały świat w różowych okularach nawet, jeśli taki nie jest. Jeśli czujecie się krzywdzone, mówicie o tym i nie bójcie się szukać pomocy u innych. Dzwońcie, mówcie o tym innym. Dzwońcie, piszcie do mnie – ja nie boje się szukać pomocy dla innych i mam w tym doświadczenie. I paradoksalnie wychodzi mi to dużo lepiej, jeśli walczę o kogoś tzw. obcego niż o siebie. I słuchajcie innych, nie bądźcie obojętne na los innych. Pomoc bardzo nas ubogaca. Poprzez nawet małe dobre uczynki piękniejemy – może brzmi to jak patos, ale ja to tak czuję.

Zobacz również