Lenda / KozubPaulina LendaPiotr Kozubświdnica

Lenda/Kozub: połączenie pasji, talentu i miłości

Dwójka piekielnie zdolnych artystów. Żona śpiewa, mąż gra, oboje tworzą aranżacje muzyczne. Połączyła ich muzyka, pasja, scena i miłość. O tym, jak powstał muzyczny duet, co ich inspiruje i czy trudno pracuje się małżeństwu na scenie, rozmawiamy z Pauliną Lendą-Kozub oraz Piotrem Kozubem.

Każde z nich posiada bogate doświadczenie muzyczne. Zdobyli wiele nagród w prestiżowych konkursach i festiwalach w Polsce i zagranicą. Od kilkunastu lat biorą udział w różnych projektach, ale też koncertują jako solowi muzycy. Ich wspólna przygoda zaczęła się na Teneryfie, gdzie występowali jako uliczni artyści. W tym roku postanowili połączyć siły i występują jako debiutujący duet Lenda / Kozub.

*Debiutujecie jako duet, ale wasza praca z muzyką zaczęła się dużo wcześniej. Czym dokładnie zajmowaliście się przed stworzeniem zespołu?
Piotr: W zasadzie, to na scenie oboje jesteśmy od ponad 12 lat, a naszą przygodę z muzyką zaczęliśmy na poważnie dość szybko, bo w wieku 15 lat. Przed tym była tylko szkoła podstawowa (śmiech) i występy na apelach… Ale przed stworzeniem naszego duetu, grywaliśmy w różnych składach i braliśmy udział w szeregu różnych projektów muzycznych, występując na scenach wielu festiwali w kraju i poza nim.

*Paulina, odniosłaś wiele sukcesów w różnych programach typu talent show. W 2008 roku zachwyciłaś swoim głosem jurorów pierwszej edycji „Mam Talent” i dotarłaś do ścisłego finału, co się z Tobą działo po zakończeniu show?

-Tak naprawdę to dopiero wtedy wszystko się dla mnie rozpoczęło… Poznałam masę ludzi, spełniłam ogrom marzeń z dzieciństwa, jak chociażby duet z Maćkiem Maleńczukiem. Nie miałam, niestety, szczęścia do managementu i wydawcy. Z pierwszą dużą wytwórnią rozminęliśmy się z wizją artystyczną mojej przyszłej drogi muzycznej. Co do drugiej firmy,
niestety, dość długo walczyłam z niekorzystnym kontraktem. Wydaje mi się, że to była bardzo nieodpowiednia pora. W tamtym okresie byłam za młoda i za głupia na odpowiednie poprowadzenie swojej „kariery”. Kompletnie nie wiedziałam, w którą stronę się udać, a sama chęć dzielenia się muzyką z innymi ludźmi, którą wykazywałam jako nastolatka, to za mało. Nie będąc określona jako artystka, nie byłam w stanie zrobić ze swoją karierą nic, jak tylko poddać się temu, na czym firmy wydawnicze w Polsce nie za bardzo się znają, czyli kreowaniu. Byłam dzieckiem. A biznes jakikolwiek – nawet ten muzyczny – nie jest dla dzieci, jeśli nie chcesz być odtwórcą, a prawdziwym twórcą, który w przyszłości ma szansę na zostanie prawdziwym artystą.

*Piotr, jesteś gitarzystą, wokalistą, autorem tekstów i muzyki. Opowiedz, jak to się wszystko zaczęło? Kiedy poczułeś, że chcesz zajmować się muzyką?

-Cała moja przygoda z muzyką rozpoczęła się w wieku 4 lat, od zabawy z keyboardem starszego brata, co po jakimś czasie zaowocowało pierwszym poważnym występem. Wtedy spojrzałem na to z perspektywy innej, niż perspektywa moich kolegów, grających w tym samym czasie w piłkę na podwórku. Tak naprawdę o tym, czy chcę wykonywać zawód muzyka, przekonałem się na własnej skórze, spędzając długie godziny w biurze
projektowym, odbywając praktyki studenckie. Zdałem sobie wtedy sprawę z tego, że jeśli mam wybór pomiędzy spędzeniem życia za biurkiem, a spędzeniem życia na scenie, to stanowczo wybieram drugą opcję. Był to pewien moment przełomowy w moim życiu i jedna z najlepiej podjętych decyzji.

*Kiedy podjęliście decyzję o stworzeniu duetu? Czy najpierw zostaliście parą, czy to muzyką doprowadziła Was do tego etapu?
Paulina: Przede wszystkim umowa między nami od początku była taka, że nie będziemy razem współpracować, wiążąc się ze sobą jako para. Niestety, któregoś wieczoru, Piotr chwycił za gitarę, ja zaczęłam śpiewać i poszło… Ale to muzyka doprowadziła nas do tego etapu, gdyż poznaliśmy się na jednym z muzycznych festiwali, które wspólnie odwiedzaliśmy. Ja
grałam wtedy jako laureatka poprzedniej edycji, a Piotr wygrał w konkursie.

*Jakie były początki pracy duetu Lenda/Kozub?
Piotr: Rozpoczęliśmy w zasadzie jako „Our House By The Lake”, co przerodziło się w duet Lenda/Kozub. Może to zabrzmi zabawnie, ale nasze pierwsze wspólne kroki stawialiśmy jako buskerzy na ulicach Teneryfy, gdzie spędzaliśmy wakacje życia, odwiedzając naszego przyjaciela, młodego hipisa, a na co dzień – świetnego muzyka. Ten dziki wyjazd przerodził się w granie koncertów, wspólne tworzenie i życie. Wydaliśmy własnym sumptem EP-kę „Almost There”, po czym, by rozegrać się wspólnie i poznać na scenie, ruszyliśmy na ogrom festiwali i imprez muzycznych, już jako Lenda/Kozub. Wszystko zaczęło się dla nas tak naprawdę od „Piosenkarni” Festiwalu Korowód, dzięki której jako laureaci spełniliśmy marzenie i wystąpiliśmy na scenie Studia Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie.

*Gdzie czerpiecie inspirację do tworzonych przez Was utworów?
Paulina: W warstwie muzycznej inspiracje czerpiemy przede wszystkim z tego, czego słuchaliśmy jako dzieci i na czym muzycznie dorastaliśmy. W ostatnim czasie głównie to prowadzi nas do przodu! Jeśli natomiast chodzi o teksty, bazą jest nasze życie codzienne, a przede wszystkim nasza relacja i to, co na co dzień otacza nas i naszych bliskich.

*Czy trudno jest pracować małżeństwu na scenie? Zanim stworzyliście duet, każde z Was zajmowało się innym rodzajem muzyki. Paulina, twoja twórczość była akustyczna, później pojawił się grunge. Piotr natomiast zadebiutował z płytą bluesową. Jak godzicie takie zupełnie różne zainteresowania muzyczne?
Piotr: W zasadzie nasza muzyczna przeszłość doprowadziła nas do siebie, ale to, co aktualnie tworzymy, jest zupełnie innym językiem muzycznym. Wspomniane style były piękną przygodą, po latach szukania, odnaleźliśmy jednak swój własny świat i elektronika oraz stare brzmienia lat 80-tych, które rodzice puszczali nam od małego, pochłonęły nas w ostatnim czasie na dobre.

*Jako duet zdobyliście sporo wyróżnień, na różnych festiwalach. Która z nagród ma dla Was specjalne znaczenie i dlaczego?
Piotr: Dla mnie wspomniany wcześniej „Korowód”, bo był to nasz pierwszy wspólny Festiwal, podczas którego nasze autorskie utwory miały swój „wielki-mały” debiut. Co zabawne, pierwszy etap tego festiwalu, odbył się w miejscu, w którym pierwszy raz minęliśmy się na scenie, a był to Klub Żaczek w Krakowie.
Paulina: Dla mnie poza Korowodem, oraz Grand Prix OFPA, była to Główna Nagroda im. J. Kaczmarskiego, podczas Festiwalu „Frazy”, organizowanego przez Bibliotekę Raczyńskich w Poznaniu. Głównie dlatego, że zdałam sobie wtedy sprawę z tego, że nie muszę się wstydzić swojego pióra, choć konkurencja była naprawdę wysoka. Nagrodę podczas Koncertu Laureatów, po ogłoszeniu wyników, dedykowałam mojemu pierwszemu nauczycielowi śpiewu Mirosławowi Jabłońskiemu, który jako pierwszy pokazał mi, kim są
tacy twórcy, jak Jacek Kaczmarski i Agnieszka Osiecka.

*Na początku roku pracowaliście nad nowym materiałem, za którego
produkcję odpowiada Marcin Bors. Jak idą prace nad płytą i czy zostanie ona wydana jeszcze w tym roku?

Piotr: Przede wszystkim cieszymy się, że Marcinowi spodobało się to, co tworzymy i był chętny, by rozpocząć z nami współpracę. To naprawdę wielki zaszczyt i wyróżnienie, bo mówimy tu o człowieku, który wyprodukował płyty tak wspaniałych polskich artystów, jak Hey, Lao
Che, Krzysztof Zalewski, Kasia Nosowska, czy Mrozu. Nigdy wcześniej nie
pomyślelibyśmy, że trafimy pod jego skrzydła, a otworzył nam oczy i pomógł, jak jeszcze nikt wcześniej. Materiał jest już praktycznie skończony, a pierwszy singiel pojawi się w sieci jeszcze w te wakacje, dlatego zachęcamy do śledzenia naszego profilu na facebooku.

*Paulina, w styczniu otrzymałaś stypendium miejskie na opracowanie coverów i nagranie teledysków? Jak idą prace nad realizacją tego zadania? Zdradzisz nam, jakie utwory zaprezentujesz, których wykonawców?

– Tak pięknie się złożyło, że na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Artystycznej w Rybniku, poza Nagrodą główną i Nominacją do Studenckiego Festiwalu Piosenki, otrzymaliśmy także Nagrodę Muzeum Polskiej Piosenki w Opolu. Była to sesja w studio nagraniowym, którą przeznaczyć chcemy na jeszcze lepsze zarejestrowanie tego materiału. Pandemia niestety trochę pokrzyżowała nam plany, ale już jesienią będziecie państwo mogli odsłuchać naszych live sesji. A zdradzę tylko, że pojawią się tam na pewno kompozycje z rep. takich Artystów, jak: Jorja Smith, czy Billie Eilish, czyli wszystko to, czego na co dzień słuchamy i co nam najbliższe.

*Czy, Twoim zdaniem, trudno jest wybić się na scenie muzycznej, szczególnie mieszkance małego miasta? Co decyduje o sukcesie, bądź jego braku?

-To zależy od wielu czynników. Oboje przez to przeszliśmy, ale po latach możemy stwierdzić, że jakiekolwiek ograniczenia, siedzą tak naprawdę tylko w naszych głowach. Nie ma znaczenia, czy jesteśmy ze Świdnicy, Lublińca, czy Berlina, który akurat sobie upodobaliśmy! Na pewno trzeba zbudować w sobie dużo samozaparcia. Ale i samo szczęście i wsparcie otoczenia jest tu bardzo ważnym czynnikiem. Nam na pewno to wszystko, co teraz robimy, nie udałoby się bez pomocy naszej pani prezydent oraz Urzędowi Miejskiemu w Świdnicy, dzięki któremu mogliśmy skończyć pracę nad materiałem. Więc to wszystko zależne jest też od tego, z jakiego miasta pochodzisz i czy możesz liczyć na jakiekolwiek wsparcie twórców i artystów w danym rejonie.

*Co zdecydowało o tym, że nie przeniosłaś się np. do Warszawy, tylko zostałaś w Świdnicy, tu występujesz? Tworzysz, można powiedzieć, bardziej lokalnie? Nie ciągnęło Cię do wielkiego świata? Wielkich muzycznych scen? Twoje początki zapowiadały taką właśnie wielką karierę sceniczną. Przynajmniej z punktu widzenia obserwatora.

– W zasadzie to nie do końca tak. Zostałam w Świdnicy, bo kocham spokój, uwielbiam nasz rejon i nie wyobrażam sobie żyć na co dzień w zgiełku tak wielkiego miasta jak Warszawa. Jeździmy jednak po całej Polsce – od morza, po góry. A co do początków, zapowiedzi i wielkich scen muzycznych, to nasz „show biznes” w Polsce jest tak śmiesznym zjawiskiem, że nie starczyłoby nam wszystkich stron w gazecie, by to opisać. To tylko prowizorka, trochę taki kolos na glinianych nogach, gdzie ludzie, którzy zajmują pierwsze miejsca na ekranach tv, czy występują na największych festiwalach alternatywnych, jeszcze chwilę temu grali, bądź jeszcze grają wesela.

* Pandemia zaskoczyła wszystkich, także artystów, którym odebrano możliwość występowania przed publicznością. Obostrzenia są ściągane, ale ograniczenia dalej istnieją. Nie myśleliście o występowaniu online? Może o jakimś projekcie online?

Piotr:  Trochę nas to niepokoi, bo planowaliśmy premierę i trasę promocyjną. Mamy jednak sporo zajęć i akurat my raczej nigdy się nie nudzimy. Aktualnie pracujemy nad projektem „Rozśpiewany Dzierżoniów”, pod szyldem Dzierżoniowskiego Ośrodka Kultury, gdzie prowadzimy Studio wokalno-instrumentalne DOK, do którego serdecznie zapraszamy wszystkie śpiewające i grające dzieci oraz młodzież! Odcinki można obejrzeć na naszym facebook’u, a dostaliśmy na cały projekt patronat i wsparcie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, więc zmotywowało nas to do działania. Poza tym lada moment pojawią się nasze Live Sesje i aktualnie spełniamy się w tym, co tworzymy, pracując nad wydaniem EP-ki i singla, więc trzy miesiące naszej działalności online od początku pandemii, zdecydowanie nam wystarczą (śmiech).

Dodaj komentarz

Zobacz również