jubileuszświdnicaZwiązek Osób Niewidomych

Koło Polskiego Związku Niewidomych świętuje 55. urodziny

Wspierają tych, którzy nie mogą oglądać świata oczami. Pomagają im w znalezieniu pracy i adaptacji w trudnych warunkach. Świdnickie koło Polskiego Związku Niewidomych świętuje 55-lecie istnienia.

We wtorek, 15 września odbyło się jubileuszowe spotkanie z okazji 55-lecia istnienia świdnickiego Koła Polskiego Związku Niewidomych. Uroczyste obchody otworzył Marian Kusaj – prezes świdnickiego koła. Włodzimierz Ożga, wiceprezes zarządu głównego Polskiego Związku Niewidomych odczytał list gratulacyjny w imieniu nieobecnej Anny Woźniak–Szymańskiej, prezesa zarządu głównego. Słowa uznania i najlepsze życzenia dla świdnickiego koła przekazała też prezydent Świdnicy Beata Moskal–Słaniewska – Chciałam bardzo krótko pogratulować tylu lat trwania, tylu lat dobrej współpracy i tego, że potraficie się nawzajem wspierać, że jesteście ze sobą. W tym niełatwym życiu macie problemy, o których my często nie zdajemy sobie sprawy. W rozmowach z państwem uświadamiamy sobie, jak niektóre rzeczy, banalne dla nas, dla was mogą być wyzwaniem, kłopotem i przeszkodą. Cieszę się, że to koło ma się dobrze i życzę jeszcze wielu, wielu wspólnych lat. Bądźcie razem szczególnie wtedy, kiedy jest komuś potrzebna nadzwyczajna pomoc. Gratuluję serdecznie – mówiła. W uroczystości uczestniczył również burmistrz Jaworzyny Śląskiej Grzegorz Grzegorzewicz, który życzył wielu cennych inicjatyw i zdrowia dla prezesa świdnickiego koła. Podkreślił również istotne funkcje w kole, które pełnią mieszkańcy gminy Jaworzyna Śląska.

Niełatwe początki

Marian Kusaj przybliżył krótko historię koła. A początki działalności koła nie były łatwe. – W 1951 roku z połączenia Związku Niewidomych Pracowników RP oraz Związku Ociemniałych Żołnierzy powstał Polski Związek Niewidomych. Następnie, w krótkim odstępie czasu, powstawały okręgi, z których zaczęły się organizować koła – mówił.. Pod koniec lat sześćdziesiątych okręg zrzeszający niewidomych był już w każdym województwie, jednak w powiecie świdnickim nadal nie było koła członkowskiego. – Niewidomi, nawet z najdrobniejszymi problemami, musieli jeździć do oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów okręgów, np. do Wrocławia. To było duże utrudnienie – dodawał. W 1965 roku na terenie powiatu świdnickiego było ponad sto osób niewidomych i niedowidzących. W czerwcu 1965 roku powstało koło Polskiego Związku Niewidomych w Świdnicy. Pierwsze zebrania odbywały się w budynku I Liceum Ogólnokształcącego imienia Jana Kasprowicza. Tam też wybrano pierwszy zarząd. Pierwszym prezesem był Zenon Mieczkowski, a vice prezesem Adam Liwiński. – Znałem ich wszystkich osobiście. Pierwszy okres działalności koła nie był łatwy, ale to sprawiło, że zaczęliśmy się rozwijać i poszerzać swoją działalność. Było nas niewielu, około trzydziestu sześciu osób. Dzięki miejscowym władzom otrzymywaliśmy talony żywieniowe. Udało nam się też pozyskać lokal przy ulicy Niepodległości 4. Był to mały lokal, coś w rodzaju piwnicy. Ciasny, ale własny i nasz – wspominał.

Pierwsza praca dla niewidomych

Zmiany zarządu koła, zrzeszającego osoby niewidome, nastąpiły po roku istnienia. Ogromną rolę dla aktywizacji niewidomych na rynku pracy odegrało zaangażowanie Czesława Jóźwika – obecnie honorowego przewodniczącego. To właśnie on motywował do pracy osoby z niepełnosprawnością. Zatrudnienie polegało zazwyczaj na produkcji szczotek lub pracach nakładczych w domach. – Dzięki temu niewidomi korzystali z dodatkowego źródła utrzymania, a tym samym poprawili swój byt  – opowiadał prezes świdnickiego koła. Największy postęp działań osób niewidomych w naszym powiecie przypadł na przełom lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Wówczas w  szeregach  koła pojawił się Henryk Kozłowski, młody, dynamiczny człowiek z głowa pełną pomysłów. To on zaczął propagować rozrywkową działalność niewidomych. Powstał zespół muzyczny. Następnie zaczęto szukać nowego lokalu. – W 1974 roku mogliśmy wspólnymi siłami wyremontować stolarnię przy ulicy Niepodległości. Remont lokalu o takich gabarytach w ówczesnych pieniądzach kosztowałby dwieście tysięcy złotych. Była to najlepsza siedziba w okręgu i jedna z najlepszych w Polsce. Remontowany był w czynie społecznym  przy ogromnym zaangażowaniu ludzi, a więc tak naprawdę koło powstało z potrzeby serca. Pojawiły się też dwa nowe koła w Strzegomiu, a później w Świebodzicach. W siedzibach odbywały się najróżniejsze szkolenia, kursy, konkursy oraz działalność sportowa – opowiadał Marian Kusaj.

Nie brakuje przyjaciół

Coraz prężniej układała się współpraca ze Świdnickim Ośrodkiem Kultury. Organizowano wystawy i uruchomiono zakład pracy nakładczej. Początkowo zatrudniano niewiele osób niewidomych, z czasem pracowało ponad pięćdziesiąt osób. – Czasy Gierka i późniejsze lata, wbrew pozorom nie były niekorzystne dla działalności koła. Byłem prezesem podczas stanu wojennego. Fakt, telefony nie działały, ale życzliwi ludzie przychodzili i pytali, w czym można nam pomóc. W latach osiemdziesiątych władze bardzo nam pomagały, było się z czego cieszyć – mówił Marian Kusaj. W latach dziewięćdziesiątych kilkukrotnie zmieniał się zarząd. Zmieniła się również filozofia działania koła. Państwo nie finansowało już działań niepełnosprawnych. Obowiązki związane z dotacjami dla osób z niepełnosprawnością przejął Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. XXI wiek nie jest łaskawy dla niewidomych i niedowidzących. – Jest dużo trudniej, ale dzięki zrozumieniu, a to zrozumienie jest, nasze koło otrzymuje mniejsze lub większe wsparcie. Mamy wielu fantastycznych przyjaciół, dzięki którym to koło istnieje, a obecna mentalność wobec niewidomych jest diametralnie lepsza – opowiada prezes koła. Obecnie koło liczy niewielu, ponad stu członków, kiedyś było ich o wiele więcej. Powodem tego jest ogromny postęp medycyny. Wiele osób, którzy kiedyś kwalifikowaliby się w szeregi koła niewidomych, jest obecnie skutecznie leczonych.

Cele koła

Podstawowym celem koła jest poszukiwanie osób, które straciły wzrok i często nie mogą odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Najbliżsi osób niewidomych lub tracących wzrok, mimo dobrych chęci, często nie posiadają odpowiedniej wiedzy, jak im pomóc. Ich działania najczęściej szkodzą, ponieważ blokują odwagę niewidomych. Wynika to zazwyczaj z troski o bliskich, aby się np. nie potknął i nie zrobił krzywdy. Związek Niewidomych kieruje takie osoby na właściwe tory, wysyła na kursy, rehabilitację i pomaga w usamodzielnieniu się. Niezbędna jest do tego odpowiednia wiedza i doświadczenie innych osób, które zmagały się z podobnym problemem. – Świdnica jest bardzo przychylna niewidomym – twierdzi Marian Kusaj.

Dodaj komentarz

Zobacz również