cukiernia chojeccyStanisław ChojeckiświdnicaWładysław Chojecki

Cukiernia Chojeccy: tradycja słodką recepturą sukcesu

Od 75 lat serwują świdniczanom domowe wypieki. Firmowe rogaliki-eklerki znają chyba wszyscy.Co ciekawe, wciąż wypiekane są według receptury, w tradycyjny sposób. Kiedy cukiernia przechodziła w moje ręce, ówczesna szefowa przestrzegła mnie słowami swojego męża: „proszę, aby receptury pozostały takie same. Możecie dodawać nowe pozycje, ale to, co było do tej pory, niech pozostanie w niezmienionym składzie” – wspomina Stanisław Chojecki, właściciel cukierni Chojeccy.

* Cukiernia świętuje w tym roku 75-lecie swojego istnienia. Jak to wszystko się zaczęło? Kto wpadł na pomysł otwarcia cukierni i dlaczego akurat cukiernia?

– Wszystko zaczęło się od pierwszego właściciela, pana Władysława Chojeckiego (ur.1915-zm. 1984). Od 1931 roku mistrz cukiernictwa uczył się zawodu w cukierniach w całej Polsce. Nawet Niemcy go chwalili, że „takich ciastek jak piecze Chojecki, to nikt nie robi”. W lipcu 1945 roku Władysław Chojecki przybył do Świdnicy z transportem repatriantów przesiedlonych z ówczesnego woj. krakowskiego. Urząd dał mu trzy miejsca do otworzenia cukierni – wybrał lokum przy ul. Długiej 68, gdzie przed wojną znajdowała się piekarnia (sklep firmowy, a nad nim wytwórnia pieczywa).

* Początki działalności to rok 1945 r., a zatem czasy powojenne. Czy trudno było „wkraść się” w rynek cukierniczy? Jak wyglądała wówczas praca cukierni?

– W tamtym okresie nie było to aż tak trudne, ponieważ w Świdnicy była czynna tylko jedna cukiernia, mieszcząca się w Rynku. Pozostałe miejsca to były piekarnie.

* Wasze rogaliki znają chyba wszyscy świdniczanie. Dla wielu kojarzą się z dzieciństwem. Kto jest autorem tego przepisu? Co zdecydowało o sukcesie tego wypieku?

Recepturę rogalików przywiózł ze sobą Władysław Chojecki z rodzinnych stron. Problemem były wówczas foremki, których miał (tylko) około 150 sztuk, a nie były dostępne w codziennej sprzedaży. Dopiero pod koniec lat 70. foremki z Warszawy przywiózł rzemieślnik, produkujący tzw. „półksiężyce”. Do dziś w takowych foremkach wypiekane są tradycyjne rogaliki kruche, które są symbolem naszej cukierni. Ciekawostką jest fakt, że kilka pierwszych foremek zostało zachowanych „na pamiątkę”. Sukces rogali jest niepodważalny. Podróżują po całym świecie. Klienci brali je ze sobą m.in. do USA czy też Australii. Z drugiej strony zaś do cukierni przychodziły osoby, które po skosztowaniu kwitowały ich smak słowami „są takie same, jak 50 lat temu gdy wyjeżdżałem/wyjeżdżałam ze Świdnicy”.

* 75 lat to bardzo długi okres czasu? Kto dziś kieruje cukiernią? Co się zmieniło przez te lata?

– Pan Władysław prowadził cukiernię nieprzerwanie do 1984 roku, kiedy to po jego śmierci cukiernię przejęła małżonka, Stefania Chojecka. To ją większość osób będzie pamiętać z lat 80. i 90., z racji iż oprócz bycia właścicielką, samodzielnie zajmowała się sprzedażą w sklepie firmowym. Nieprzerwanie, od 2 grudnia 1975 r. pracuję w cukierni ja – najpierw jako uczeń-czeladnik, później cukiernik odpowiedzialny za produkcję. W 2000 r. zostałem współwłaścicielem wraz z panią Stefanią Chojecką. Obecnie jestem właścicielem. Od początku lat 50. do lat 90., poza wyrobami cukierniczymi, u Chojeckiego można było napić się kawy. W międzyczasie również pan Chojecki zajmował się sprzedażą piwa, wina i innych alkoholi. Pracownia cukiernicza, która mieściła się na piętrze w kamienicy budynku nr 68, działała do końca lipca 2004 roku. Od sierpnia 2004 roku wyroby produkowane są w nowej pracowni cukierniczej, wybudowanej i mieszczącej się w Słotwinie.

* Państwa cukiernia jest żywym dowodem na to, że pasję można dziedziczyć z pokolenia na pokolenie i przekuwać ją w sukces i sposób na życie. Czy to w Państwa przypadku było naturalną koleją rzeczy? Czy ktoś w rodzinie wyłamał się z tradycji? Czy kontynuujecie ją dalej wspólnie?

– W tym przypadku jest to słodka receptura sukcesu. Trafiłem w 1975 roku do Władysława Chojeckiego, z którym łączyła mnie… zbieżność nazwisk. Być może jednak są jakieś więzy krwi, gdyż mój ojciec pochodził z tej samej wsi co Władysław Chojecki i chciał się u niego uczyć. We wsi były 4 rodziny Chojeckich, podobno nie spokrewnionych ze sobą.

* Czy prowadzenie cukierni jest dzisiaj trudniejsze niż 75 lat  temu?

– W latach powojennych, za różnych rządów, nie było łatwo prowadzić cukierni, gdyż władza nie lubiła prywatnej inicjatywy. Przez pewien czas był zakaz produkcji produktów cukierniczych zawierających jaja i mąkę przez więcej niż dwa dni w tygodniu. Dobry cukiernik, jakim był Chojecki, dał sobie radę, ponieważ w pozostałe dni produkował wyroby czekoladowe takie jak: cukierki, czekoladki, praliny, beczułki alkoholowe i ciastka na bazie czekolady. Dzisiaj jak jest, każdy sam widzi. Z jednej strony łatwiejszy dostęp do towarów i usług, z drugiej strony wielkie koncerny, które sprawiają że rodzinne firmy upadają. Najważniejsza jest świadomość klientów – wspieranie lokalnych wytwórców.

* Co zdecydowało, że trwacie Państwo na rynku z sukcesem tyle lat?

Gwarantem sukcesu jest wierność tradycji i zachowanie starych receptur. Kiedy cukiernia przechodziła w moje ręce, ówczesna szefowa przestrzegła mnie słowami swojego męża: „proszę, aby receptury pozostały takie same. Możecie dodawać nowe pozycje, ale to, co było do tej pory, niech pozostanie w niezmienionym składzie”. Najważniejsze jest dbanie o jakość produktów, nie używanie tzw. półproduktów, polepszaczy i konserwantów typu jaj w proszku, stabilizatorów, itp. Jabłecznik jest produkowany z polskich regionalnych jabłek (spod Sobótki), sernik z własnoręcznie mielonego sera białego, makowiec zaś z polskiego maku, sprowadzanego z Podkarpacia. Nie używamy gotowych mieszanek makowych z puszki, gotowych twarogów sernikowych oraz pulpy jabłkowej.

* W jaki sposób zamierzacie Państwo świętować 75. urodziny?

– Z racji święta wypadającego 1 listopada, obchody 75-lecia cukierni odbędą się 31 października. W tym dniu nasi klienci mogą uzyskać okolicznościowy rabat na zakupy, jak również wziąć udział w loterii, w której do wygrania będą oczywiście słodkie wypieki.

* Czego można Państwu życzyć na kolejne 75 lat?

– Życzymy sobie, aby pokolenie klientów, którzy kiedyś z własnymi rodzicami i dziadkami odwiedzali naszą cukiernię, dalej do nas przychodzili, przyprowadzając własne dzieci i wnuki. Sukcesem cukierni będzie nie malejąca ilość klientów. My zaś życzymy Państwu: „Smacznego”.


Władysław Chojecki wraz z pierwszą sprzedawczynią, 27 grudnia 1945 r.

Leave a Reply

Zobacz również