organyświdnicazuzanna bator

Zuzanna Bator: Marzę o centrum im. Christiana Schlaga w Świdnicy

– Ta praca sprawia mi ogromną frajdę. Spotykam się z wieloma ludźmi, zapraszam na koncerty i daję publiczności to, czego potrzebuje – mówi Zuzanna Bator, świdnicka organistka, założycielka Fundacji Dobrej Muzyki.

* Dlaczego muzyka stała się pani sposobem na życie i dlaczego wybrała Pani akurat organy?

Jako dziecko muzykalnych rodziców-melomanów w wieku 5 lat rozpoczęłam naukę gry na fortepianie. Po 9 latach zmieniłam instrument na organy. Mój nauczyciel Klemens Kamiński był cenionym wrocławskim organistą, a także pasjonatem tego instrumentu. Ponad pięćdziesiąt lat z zaangażowaniem pełnił funkcję organisty Katedry Wrocławskiej. Prowadził duże chóry i orkiestry, komponował muzykę liturgiczną i koncertował na największych w Polsce organach. Jego uczniowie mogli zatem poznać pracę organisty w nad wyraz fascynującej formie. Gdy po raz pierwszy jako uczennica zagrałam wspólnie z innymi organistami koncert w kościele na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu poczułam, jak bardzo porywający jest ten instrument, który wprawia w drgania wielką nawę kościoła. Profesor Klemens Kamiński był moim pierwszym mentorem i pod jego wpływem w wieku 16 lat zdecydowałam się profesjonalnie zająć muzyką. Jestem mu za to bardzo wdzięczna.

* W Świdnicy mieszka Pani od 2012 roku? W jaki sposób trafiła Pani do naszego miasta?

– Właściwie do Świdnicy przeprowadziłam się pod koniec 2011 roku. Mój mąż Maciej Bator – także organista – uczył wówczas w studium organistowskim i otrzymał propozycję pracy w kościele św. Józefa. Wymagało to od niego obecności na miejscu, więc zdecydowaliśmy się przeprowadzić z Wrocławia do Świdnicy. Zaczęliśmy organizować koncerty : w Katedrze Świdnickiej i w kościele pw. św. Józefa. To właśnie tam jeszcze w grudniu 2011 r. zorganizowaliśmy pierwsze Koncerty Adwentowe. Nie mieliśmy pojęcia, jak to zostanie odebrane. Na pierwszy koncert przyszło ponad 150 osób i był to dla nas znak, że są odbiorcy i jest zapotrzebowanie na muzykę organową. Jako wrocławianka nie chciałam przeprowadzać się do mniejszego miasta, ale teraz cieszę się, że tak się stało. Uważam, że Świdnica ma te zalety dużego miasta, które są dla mnie ważne, i zalety małego miasta, które ułatwiają życie codzienne.

* Niemal od samego początku wspólnie z mężem prowadzi Pani, bardzo prężnie zresztą, w Świdnicy Fundację Dobrej Muzyki. Skąd pomysł na taką działalność? Jaki był jej odbiór?

– Odbiór od początku był bardzo dobry. Myślę, że znaleźliśmy się w odpowiednim miejscu i czasie. W Świdnicy od wielu lat nie było regularnych koncertów organowych, tymczasem są tu piękne instrumenty i pasjonaci muzyczni. Publiczność świdnicka jest niezwykle życzliwa i entuzjastyczna. Oboje z mężem jesteśmy organistami koncertującymi, absolwentami Musikhochschule w Stuttgarcie, szkoły o dużej renomie. Otrzymaliśmy wysokie kwalifikacje koncertowe, ćwicząc nieraz po 6-7 godzin dziennie. Po powrocie do Polski Maciej rzucił się w wir pracy dydaktycznej i liturgicznej, a ja zaczęłam szukać swojej drogi. Początkowo ubiegałam się o pracę w kilku miejscach, bezskutecznie. Założyłam swoją firmę o profilu dydaktyczno-koncertowym. Mój teść – profesor prawa Uniwersytetu Wrocławskiego Andrzej Bator – podpowiedział mi założenie fundacji w celu formalnego usprawnienia kwestii organizacji koncertów. Tak powstała Fundacja Dobrej Muzyki. Na początku nie mieliśmy wiedzy na temat prowadzenia organizacji pozarządowej. Brakowało nam przygotowania i doświadczenia organizatorskiego, marketingowego, promocyjnego. Wszystko robiliśmy więc metodą prób i błędów. Nie sądziłam, że Fundacja stanie się moim sposobem na życie. Dziś wiem, że tak miało być. Ta praca sprawia mi ogromną frajdę. Organizuję międzynarodowe festiwale organowe, wydarzenia popularyzatorskie, dydaktyczne, spotykam się z wieloma ludźmi, którzy stają się następnie współorganizatorami i partnerami wydarzeń. Zapotrzebowanie na muzykę klasyczną jest bardzo duże. Cieszę się, że mogę dać naszej wspaniałej publiczności coś wyjątkowego.

* Zainteresowanie świdniczan muzyką klasyczną, jak Pani wspomniała, jest duże i cały czas rośnie. A jak z zainteresowaniem sponsorów tego typu wydarzeń, bo jako Fundacja pozyskujecie środki z zewnątrz?

– Unikamy słowa sponsor, bo pejoratywnie się kojarzy. Mówimy raczej o Mecenasach. Od 2018. roku uczymy się pod okiem Szczepana Kasińskiego z Agencji Fundraisingowej Armiger, jak dbać o relacje z Odbiorcami, Mecenasami, Darczyńcami. Jest dużo ludzi, którzy chcą wspierać sztukę. Budujemy grupę Przyjaciół Dobrej Muzyki – czyli naszych Mecenasów. To grono Przyjaciół Fundacji, którzy są z nami całym sercem i regularnie nas wspierają. Oni jako pierwsi dowiadują się o przedsięwzięciach Fundacji, otrzymują nagrania z koncertów, są przez nas zapraszani na spotkania i ekskluzywne koncerty wyłącznie dla nich. Piszemy także wnioski o środki zewnętrzne. Coraz lepszą współpracę mamy z Ministerstwem Kultury, samorządami i fundacjami korporacyjnymi. Naszą działalność finansujemy z wielu źródeł. Pracy jest bardzo dużo, ale satysfakcja ogromna.

  • Ile osób pracuje w fundacji?

– Zarząd fundacji stanowią cztery osoby. Codzienną pracę fundacji wykonują dwie z nich – ja – prezes Zarządu Fundacji i dyrektor artystyczna oraz Ida Radecka, wiceprezes Zarządu Fundacji, koordynatorka projektów. Jej funkcję nazywamy „Mistrzyni Harmonii”, ponieważ potrafi zgrabnie połączyć wiele dziedzin, takich jak pisanie wniosków grantowych, prowadzenie strony www i profilu Fundacji w mediach społecznościowych, PR, kontakt z mediami i Darczyńcami. Ida jest studentką IV roku Zarządzania Kulturą na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie zdobywa wiedzę, którą od razu może wykorzystać w praktyce. Ja odbywam spotkania z Partnerami, ustalam programy koncertów, Festiwali, kontaktuję się z artystami i dbam o realizację misji Fundacji, którą jest uczenie lepszego rozumienia muzyki organowej. Poza tym współpracują z nami dwie nieocenione pracowniczki biurowe i wyjątkowa, wspaniała księgowa. Przy projektach – koncertach – swoją radą i wiedzą ekspercką pomagają nam pozostali członkowie zarządu – Maciej Bator i Piotr Zapałowicz (mój brat, wiolonczelista, ekonomista i przedsiębiorca) oraz wolontariusze, których praca jest dla nas bardzo ważna.

* Jest Pani organistką koncertującą? Co to dokładnie oznacza?

– Organista koncertujący to profesjonalny muzyk, którego pracą jest granie koncertów organowych. W wielu miejscach na świecie organizowane są takie koncerty. Gdyby spojrzeć na kulturalną mapę Polski, festiwale organowe są wszędzie, jest więc gdzie grać. W 2019 r. mieliśmy również przyjemność zagrać dwa koncerty we Francji, trzy we Włoszech. Rok wcześniej na Majorce. Grywamy w Niemczech, Czechach i innych krajach europejskich. Gramy też bardzo dużo prywatnych koncertów zamawianych przez grupy turystyczne w Kościele Pokoju w Świdnicy. W tej niezwykłej świątyni mój mąż Maciej pełni funkcję kantora (organisty tytularnego). Bardzo cenimy sobie możliwość współpracy z włodarzami Kościoła Pokoju – księdzem biskupem Waldemarem Pytlem i jego małżonką Bożeną Pytel. Ich dbałość o Kościół Pokoju jest wyjątkowa. Są zaangażowani w każdy aspekt działalności związanej ze świątynią. Szczególnie cieszy nas, że muzyka w Kościele Pokoju jest ważna, a co za tym idzie okazji do koncertowania w Świdnicy mamy bardzo wiele. Koncerty organowe w Kościele Pokoju zamawiane są przy okazji wizyt ważnych gości, takich jak ambasadorzy, politycy, np. premier Ewa Kopacz, kanclerz Niemiec Angela Merkel czy przywódca narodu tybetańskiego Dalajlama XIV. Ostatnio grałam koncert dla słynnego bollywoodzkiego aktora i producenta Amitabh Bachchan.

* Miniony rok był obfity w wydarzenia: koncerty, stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, stypendium miejskie. Jakie to były dokładnie działania i jakie emocje temu towarzyszyły?

– To prawda, rok 2019 był bardzo bogaty artystycznie. Otrzymałam stypendium twórcze Ministra Kultury na okres dziewięciu miesięcy, podczas których opracowałam pięć transkrypcji –  organowych wersji utworów napisanych na inny instrument. Grałam także koncerty w Kościele Pokoju dla grup szkolnych. Tym koncertom towarzyszyło uczucie radości i zaskoczenia. Kiedy młodzież znajdowała się na emporze organowej obok studziesięcioletnich organów Schlaga, widziałam błysk w ich oczach i fascynację instrumentem. Uczestnicy mogli zobaczyć i usłyszeć organy z perspektywy organisty, także od środka. Koncerty cieszyły się dużym powodzeniem. Umówiłam tylko pierwszy z nich, potem wieści się rozeszły i nauczyciele sami do mnie dzwonili. Zorganizowałam zatem więcej koncertów, niż pierwotnie planowałam (miało być 9, wyszło 11). W ramach stypendium miejskiego nagrałam 12 podcastów (audycji dźwiękowych dostępnych w internecie) i 6 filmów pt. „Między Organami”. W cyklu opowiadam o organach i muzyce organowej. Omawiam też poszczególne instrumenty firmy Schlag&Söhne.

* Muszę spytać o plany, choć pewnie najbliższe miesiące, siłą rzeczy, przynajmniej dla Pani zawodowo będą nieco spokojniejsze. Jakie plany ma fundacja na najbliższy rok? Jakie projekty będą realizowane?

Za kilka tygodni mam urodzić trzeciego syna, więc faktycznie przez jakiś czas będę bardziej skoncentrowana na nowo narodzonym Henryku. Jednak znam siebie już na tyle dobrze, by wiedzieć, że za długo tak nie wytrzymam. W tym roku planujemy V edycję Międzynarodowego Festiwalu Organowego im. Christiana Schlaga, koncerty i wydarzenia towarzyszące. Celem festiwalu jest promocja świdnickiej firmy organmistrzowskiej Schlag&Söhne, która w XIX i XX w. wybudowała ponad tysiąc instrumentów. Większość zachowała się do dziś. Na Dolnym Śląsku tych organów jest najwięcej,  w ramach Festiwalu Schlaga organizujemy koncerty w kościołach wyposażonych w instrumenty świdnickiej wytwórni. Ponadto planujemy Koncerty Ziemi Świdnickiej. Zorganizujemy też koncerty zimowe. Zeszłoroczna edycja pokazała, że odbiór jest niesamowity. Na Koncercie Świątecznym było ponad 800 osób. Chcemy kontynuować cykl „Symfoniczne Organy Kościoła Pokoju” –  koncerty z muzyką filmową i symfoniczną graną na organach.

* Wyznała Pani kiedyś, że marzy Pani o stworzeniu Międzynarodowego Centrum Organowego im. Christiana Schlaga w Świdnicy. Jaki charakter miałoby mieć to centrum i czy jest jakiś pomysł na realizację tego marzenia?

Pierwszy konkretny pomysł to Wirtualne Centrum im. Christiana Schlaga – witryna internetowa zawierająca filmy, nagrania, dokładne opisy i zdjęcia organów Schlaga. Portal zawierać ma wirtualną klawiaturę z możliwością włączenia sampli głosów organowych instrumentów wytwórni Schlag&Söhne. Drugim krokiem byłoby stworzenie Muzeum im. Christiana Schlaga. W naszych okolicach jest sporo eksponatów, które mogłyby trafić do tego muzeum. Organiści na całym świecie znają firmę Schlag&Söhne, nie jest ona natomiast znana lokalnie. Największe organy Schlaga w Świdnicy znajdują się w Kościele Pokoju i w Katedrze Świdnickiej. Powstały w odstępie jednego roku (Katedra 1908, Kościół Pokoju 1909). Jedne były budowane dla Luteran, drugie dla Katolików i są między nimi wyraźne różnice. Firma Schlag&Söhne budowała instrumenty zarówno w kościołach katolickich jak i ewangelickich, a także dla prywatnych kupców. To dziedzictwo lokalne stanowi ogromny potencjał promocyjny dla Świdnicy. Myślę, że w ciągu kilku lat zrealizujemy ten projekt.

Foto: S. Brzęczek

Zobacz również