Connect with us

Wyszukaj na portalu

8°C Świdnica
mojaswidnica.pl

Ludzie regionu

Katarzyna Legiejew: diagnoza była dla mnie szokiem, ale do raka podeszłam zadaniowo

foto: użyczone

Na spotkanie przychodzi piękna, pełna życia kobieta. Nikt na pierwszy rzut oka nie powiedziałby, z jakim wrogiem przyszło się jej mierzyć i że ta walka nadal trwa. O nowotworze piersi, który dotyka w Polsce wciąż zbyt wiele kobiet, o konieczności edukacji oraz tym, że samobadanie powinno wejść każdej Polce w nawyk tak jak mycie zębów rozmawiamy z Katarzyną Legiejew – matką, żoną, prezeską fundacji eRAKobiet, świdniczanką.

*Kasiu, o guzie piersi dowiedziałaś się, gdy twój młodszy syn miał niespełna rok. Wciąż karmiłaś go piersią. Ta diagnoza była dla ciebie szokiem?

Wierzęw intuicję i uważam, że to właśnie ona uratowała mi życie. Zaczęło się od tego, że jedna pierś bardzo mnie bolała, czułam, że coś jest nie tak. Mówiono mi jednak, że to może być zator pokarmu, zapalenie i ja rzeczywiście w to wierzyłam. Później bolała mnie ręka – to z kolei wytłumaczyłam sobie upadkiem ze schodów, aczkolwiek urazu powinnam doznać po drugiej stronie. Umiałam sobie to jednak jakoś tak racjonalnie wytłumaczyć. Spuchły mi węzły pachowe, były tkliwe, bolące. Postanowiłam, że się sama zbadam, choć nigdy wcześniej tego nie robiłam. Ba, moja świadomość na ten temat była prawie zerowa. Gdy już jednak zaczęłam się badać po kąpieli, wyczułam guzek. Od razu wiedziałam, że to coś niedobrego, zaczęłam oczywiście czytać wujka Google i, jak się później okazało, nawet typ nowotworu intuicyjnie dobrze przypisałam.

Advertisement. Scroll to continue reading.

*Bałaś się? Jakie były twoje następne kroki?

– Zeszłam na dół i powiedziałam mężowi, że mam raka. On oczywiście nie wierzył w to, co mówiłam, przekonywał mnie, że to na pewno nie to. Umówiłam się do lekarza pierwszego kontaktu. Poszłam na wizytę roztrzęsiona i przestraszona, bałam się po tak ludzku. Doktor jednak nie zbadał mnie, zapytał tylko, gdzie coś wyczułam, powiedział, że to pewnie zapalenie mieszków włosowych od depilacji i przepisał antybiotyk. Gdybym go wtedy posłuchała, dziś najpewniej nie rozmawiałybyśmy.

*Zbagatelizował Twoje obawy i nawet Cię nie zbadał?

– Dokładnie tak było. I wybrałam ten antybiotyk, stan węzłów poprawił się, ale ja nadal wyczuwałam guza. To nie dawało mi spokoju, dlatego poprosiłam swojego ginekologa, który prowadził mi obie ciąże, o szybką wizytę. Wtedy czas oczekiwania wynosił 1,5 miesiąca. Doktor odpisał mi, że może mnie przyjąć. Poszłam więc i niestety nie miał dla mnie dobrych informacji. To, co sama podejrzewałam, zostało potwierdzone w badaniach. Natychmiast zostałam wysłana do Wałbrzycha do doktor Pyki,z którym teraz współpracuję w ramach fundacji eRAKobiet. Tam otrzymałam kartę DILO, czyli takiej szybkiej ścieżki onkologicznej i wydarzenia potoczyły się ekspresowo. Czułam się jak w matrixie, sterowana przez pielęgniarki, lekarzy. Tu pojedzie pani zrobi to badanie, tu ma termin na to. Moje życie nie należało wtedy do mnie – takie miałam poczucie. 

Advertisement. Scroll to continue reading.

*Czy przy stawianiu diagnozy, a usłyszałaś, że masz nowotwór piersi typu HER-2 dodatni, towarzyszyło ci wsparcie jakiegoś psychologa?

– No właśnie nigdy nie otrzymałam takiej pomocy, a uważam, że jest ona niezbędna. Taki pacjent ma poczucie, że zostaje w sumie pozostawiony sam sobie, choć wpada w szpony systemu i jego leczenie trwa. A przecież bardzo w tym wszystkim ważna jest głowa, samopoczucie, stan psychiczny. Tego brakuje u nas w leczeniu onkologicznym i to jest na pewno do zmiany i do wypracowania. Sporo zmian wymagają także procedury po zakończonym leczeniu. Pacjentki najczęściej nie wiedzą, co mają dalej robić. A przecież bardzo ważne jest pilnowanie chociażby badań i monitorowanie swojego stanu zdrowia.

*Twoim zdaniem, Polki mają dostęp do nowoczesnego leczenia, które oferowane jest także pacjentkom za granicą?

– Wiele na przestrzeni tych ostatnich lat się zmieniło, jeśli chodzi o leczenie nowotworu piersi i jego rozpoznawalność. Na pewno wcześniej chorowało dużo starszych kobiet, dziś ten próg wiekowy jest coraz niższy. Moim zdaniem, mamy dostęp do nowoczesnych metod i nie możemy nic tutaj Polsce zarzucić w tym względzie. Jedynie przydałoby się usystematyzowanie działań tak, by każda pacjentka miała dostęp do różnych metod leczenia, a nie tylko wybranych w danym szpitalu lub przez danego lekarza. Tego według mnie brakuje i to bardzo kuleje. 

*No właśnie: kiedyś rak piersi kojarzył nam się ze starszymi paniami, dziś chorują także młode dziewczyny, a nawet nastolatki.

– To prawda, średnia wieku cały czas ulega obniżeniu. Na pewno ma na to wpływ środowisko, klimat, w jakim żyjemy i to, co jemy. Ja nigdy nie pomyślałabym, że zachoruję. Prowadziłam, można powiedzieć, higieniczny tryb życia, w mojej rodzinie nie było nowotworów piersi, a jednak zachorowałam. Tu głośno musimy o tym mówić, stąd inicjatywa naszej fundacji o edukowaniu młodych dziewczyn w szkołach średnich. Profilaktyka musi wejść każdej babce w nawyk. Koniec i kropka. 

*Do profilaktyki jeszcze wrócimy, ale opowiedz jeszcze o swoim leczeniu. Jak to wyglądało?

– Dostałam cztery cykle chemii czerwonej, cztery białej i radioterapię. Po pierwszej zaczęłam tracić włosy, więc obcięłam się na łyso. Nawet się sobie podobałam w tej odsłonie. To leczenie pierwsze wspominam niezbyt dobrze: byłam bardzo słaba, przez suchość śluzówek i ich pękanie nie mogłam jeść, ciągle mnie mdliło. Po podaniu chemii przez kilka dni wracałam do siebie i było lepiej. Po radioterapii wypalono mi skórę na klatce piersiowej, więc to leczenie też nie było dla mnie przyjemne, ale wiesz, liczył się cel. A celem było przeżycie i cieszenie się z macierzyństwa, małżeństwa i w ogóle z życia.

*Podawana chemia nie była jednak jedynym leczeniem. Musiałaś przejść zabieg operacyjny.

– Tak, usunięto mi jedną pierś oraz węzły chłonne w jednej z rąk. Było to konieczne, by rak nie dał przerzutów nigdzie więcej. Gdybym wówczas nie posłuchała swojej intuicji i rzeczywiście przyjęła diagnozę o zapaleniu mieszków włosowych jako pewnik, chwila moment miałabym przerzuty. Bo ten mój guz bardzo szybko rósł. Wtedy mogłoby być za późno, a ja przecież mam jeszcze tyle do zrobienia (śmiech)

*To nie była Twoja jedyna operacja?

– By uniknąć ryzyka nowotworu, usunęłam także jajniki. Jestem szczęśliwą mamą dwóch chłopców, więc podjęłam taką a nie inną decyzję. Trudną, ale jedyną właściwą. 

*Wróćmy do profilaktyki. Twoja choroba stała się przyczynkiem do dalszych działań. Stworzyłaś fundację, której głównym fundamentem jest edukacja.

– Po tym, jak już w zasadzie czułam się dobrze i najgorsze było za mną, postanowiłam działać. Ja w ogóle tego mojego raka potraktowałam bardzo zadaniowo: to trzeba przejść i tyle, nie ma co się roztkliwiać, choć nie będę udawać, że to była bułka z masłem i wszystko poszło jak z płatka. Nic z tych rzeczy. Gdy jednak skończyłam to podstawowe leczenie, wiedziałam, że muszę coś zrobić choćby po to, by uchronić kogoś przed usłyszeniem takiej diagnozy jak moja. Gdyby to miała być tylko jedna dziewczyna – to warto. I powstał pomysł stworzenia fundacji. Tworzymy ją w kilka osób, każda odpowiedzialna jest za inną działkę. Staramy się pomagać i edukować. Teraz naszym głównym projektem są wizyty w szkołach średnich, gdzie mówimy dziewczynom o tym, dlaczego warto się badać i jak to robić samemu.

*Macie sporo do zrobienia na tym polu.

– Tak, ale nie brakuje nam ani pomysłów, ani energii. Czasami doba mogłaby być trochę dłuższa i zmęczenie nieco mniejsze. Wiem jednak, że warto!

Justyna Bereśniewicz

***

Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym wśród kobiet. Stanowi w Polsce około 23% wszystkich zachorowań i jest odpowiedzialny za około 14% zgonów z powodu nowotworów złośliwych u kobiet. Szacuje się, że na świecie co roku raka piersi rozpoznaje się u 1,7 mln kobiet. Ponad 500 tys. osób umiera z jego powodu. W Polsce raka piersi diagnozuje się u 19 tys. kobiet, co oznacza, że codziennie ponad 50 Polek dowiaduje się o chorobie, a 15 każdego dnia umiera.

Kobieto, zadbaj o siebie!

USG piersi należy wykonywać od 20. do 30. roku życia co 2 lata, a po 30. roku życia co roku. Mammografię z kolei wykonują kobiety w wieku 50-69 lat, które w ciągu ostatnich 2 lat nie miały wykonywanej mammografii. Nie do przecenienia w profilaktyce raka piersi jest również badanie palpacyjne piersi – zarówno samodzielne jak i w gabinecie lekarskim.
źródło: zwrotnikraka.pl

Zostaw komentarz

Leave a Reply

Facebook

Przeczytaj również

Aktualności

Jak pokochać swoje ciało? Co jest normą, a co powinno zaniepokoić? Jak zbudowane są narządy płciowe kobiety i czy warto akceptować siebie – na...

Kultura

„Chrzciny” w reżyserii Jakuba Skocznia to kolejny film w ramach konkursu, który odbywa się podczas 8. Festiwalu Filmowego Spektrum. Widzowie mogli go obejrzeć w...

Aktualności

Od wielu lat na całym świecie październik uznawany jest za miesiąc świadomości raka piersi. Pomimo jednak szeroko zakrojonych akcji wciąż zbyt wiele kobiet umiera...

Aktualności

21 października w Centrum Organizacji Pozarządowych Rynek 39-40 odbędzie się wernisaż fotografii „Rak nie pyta o wiek” przygotowany przez fundację eRAKobiet. –Zapiszcie w swoich...

Wszelkie prawa zastrzeżone. © Miejska Biblioteka Publiczna w Świdnicy, 2020

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close