– Nie wolno nam fundować zabawy w coś, co będzie niby-wyborami, poprzedzonymi niby-kampanią wyborczą, w czasie niby-bezpiecznym dla zdrowia Polaków i wybrać w tych wyborach niby-prezydenta. Nie ma na to mojej zgody! – mówi senator Agnieszka Kołacz-Leszczyńska.
Wczoraj senat wyraził sprzeciw wobec ustawy o głosowaniu korespondencyjnym, dziś rano posłowie zdecydowali o odrzuceniu sprzeciwu senatu w sprawie ustawy o organizacji wyborów prezydenckich w 2020 roku.
Dla redakcji Mojej Świdnicy sytuację komentuje senator Agnieszka Kołacz-Leszczyńska:
Obecnie Senat RP to miejsce, w którym z szacunkiem, pokorą, ale też z dobrym, merytorycznym wysiłkiem procedowaliśmy nad projektem, który, niestety, rzadko jest opisywany zgodnie z tym, jak brzmi jego tytuł – czyli „o zasadach przeprowadzenia wyborów powszechnych na Prezydenta RP” – a najczęściej jest określany jako głosowanie kopertowe czy głosowanie pocztowe.
Otrzymaliśmy go po przyjęciu w ekspresowym tempie przez Sejm. Przypomnę tylko, że stało się to w ciągu kilku godzin – bez dyskusji, bez opinii, bez ekspertyz. To wszystko wydarzyło się dopiero w Senacie. To tu na sali plenarnej padały z ust autorytetów prawniczych i konstytucjonalistów opinie, które zmiażdżyły cały projekt, a jego wnioskodawców znokautowały. Wskazywano, artykuł po artykule łamiące konstytucję, brak dołączonych odpowiednich rozporządzeń, na które powoływali się wnioskodawcy, a o szczegółach których nikt nie miał odwagi opowiedzieć, a nawet przedstawić ich Senatowi. Zastanawia mnie, czy dlatego, że nie było czasu na ich przygotowanie, czy też wynika to z wszechobecnej bylejakości prawa, którą od lat tworzy PiS, a przynajmniej sprawiają takie wrażenie, rujnując wszystko, za co się zabierają.
Czas od przyjęcia tego projektu przez Sejm przyniósł także niespodziewane zwroty – nie w akcji, ale w zmianie zdań twórców tej hybrydowej ustawy. Jeszcze kilka chwil temu mówili, że wybory odbędą się 10 maja, że wszystko jest przygotowane do ich przeprowadzenia. A wczoraj, jak się okazało, te same osoby oświadczają, że wybory te nie są możliwe do zorganizowania, oczywiście bezczelnie zrzucając winę za to na Senat. A Senat wykonał tylko solidną pracę, głęboką analizę, w trakcie której został doposażony w kolejne argumenty. Pozwoliłyby one jeszcze przed samym procedowaniem wyrzucić ten projekt ustawy do kosza, bez tracenia czasu, który jej poświęciliśmy. Przede wszystkim bowiem okazało się, że twórcy projektu w swej przebiegłości zaplanowali tak, że całość procedury wyborczej – od jej organizacji po drukowanie kart, aż do weryfikacji i zatwierdzenia wyników wyborczych – mają przeprowadzić politycy partii rządzącej. Odebrano wszelkie umocowania do ich przeprowadzenia przez Państwową Komisję Wyborczą.
Kolejne zapisy, które niweczą konstytucjonalność tego projektu, to zmienianie reguł i sposobu przeprowadzania wyborów na prezydenta w trakcie trwającego procesu wyborczego i trwającej kampanii a dodatkowo w sytuacji, kiedy faktyczną możliwość prowadzenia kampanii ma jeden z kandydatów. Właśnie brak możliwości prowadzenia normalnej kampanii, jako elementu całej procedury wyborczej, jest jednocześnie wskazaniem do braku możliwości przeprowadzenia prawidłowego procesu wyborczego!
Argumentem, który wskazuje na brak technicznych możliwości prowadzenia procedury wyborczej, jest fakt, że do dzisiaj nie zostały utworzone prawidłowo obwodowe komisje wyborcze, które miałyby czuwać nad prawidłowością procesu głosowania, bo obywatele w obawie przed koronawirusem i w imię odpowiedzialności za zdrowie swoje i swoich bliskich wycofali kandydatury do obwodowych komisji wyborczych.
Nie możemy także obojętnie przejść nad ostatnimi wydarzeniami, w których oglądamy obrazki pokazujące ogólnodostępne karty wyborcze, kopiowane bez trudu przez osoby, które chcą uzmysłowić wszystkim parodię przygotowywanych wyborów. Nie mogę nie wspomnieć o kradzieży danych osobowych 30 milionów Polaków, które na podstawie nieistniejącego prawa wydano ot tak, na podstawie pisma jednego ministra do drugiego dyrektora pionu informatyki i telekomunikacji. Przypomnę – bez uwag i nadzoru prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.
My, senatorowie demokratycznej większości, jesteśmy zobowiązani w tym najtrudniejszym czasie, który dany jest nam wspólnie przeżywać, zapewniać obywatelom spokój i bezpieczeństwo wyborów, które muszą być powszechne, tajne, bezpośrednie i równe. Nie wolno nam fundować zabawy w coś, co będzie niby-wyborami, poprzedzonymi niby-kampanią wyborczą, w czasie niby-bezpiecznym dla zdrowia Polaków i wybrać w tych wyborach niby-prezydenta. Nie ma na to mojej zgody!
-2°C Świdnica





























Pobierz ostatnie wydanie biuletynu Moja Świdnica
