KlerRobert WięckiewiczSpektrumspotkanie

„Kler” miał wywołać dyskusję – spotkanie z Robertem Więckiewiczem (FOTO)

Bardzo emocjonujący obraz dla widza, trudny, ale przede wszystkim pobudzający do refleksji. Dla aktorów – kosztowny emocjonalnie. Arkadiusz Jakubik, odtwórca jednej z głównych ról, po tym filmie postanowił zrobić przerwę w graniu, tak dużo emocjonalnie go ta kreacja kosztowała. Ostatni film Wojciecha Smarzowskiego „Kler” mogli wczoraj oglądać świdniczanie w ramach trwającego Festiwalu Filmowego SPEKTRUM. Po filmie odbyło się spotkanie z Robertem Więckiewiczem, który wcielił się w postać jednego z bohaterów.

Aktor opowiadał o etapach powstawania filmu, kreowania historii, ale też ewolucji, jakiej poddano bohatera, w którego się wcielił. – Rozumiem potrzebę Arka zrobienia sobie przerwy. Ja też kiedyś po trzech trudnych filmach tak zrobiłem. To jest higieniczne, służy nabraniu dystansu. A tu jest trudny temat, kosztowny dla aktora, jeśli traktuje się tę pracę poważnie. Ja zawsze wybieram świadomie role. Jeśli gram, jestem przekonany w pełni o słuszności tego projektu. Mieliśmy do czynienia z postacią, która należy do gatunku tych, które rzadko grywam. Moje postaci z reguły są bardzo ofensywne, ekspansywne, spełniają się w określonym działaniu. Ta postać jest defensywna, jest kimś, kto jest raczej wycofany, kto próbuje radzić sobie ze swoimi problemami sam, ale to się nie udaje. To zasadnicza różnica do postaci, które wcześniej grałem. To mnie ujęło w tym bohaterze. Strasznie mnie pokusiło pokazanie pierwiastków dobra w tym człowieku. Opowiadamy w tym filmie o bardzo ciężkich przewinieniach niektórych przedstawicieli kościoła w Polsce, którzy mają na swoim sumieniu bardzo ciężkie grzechy i przestępstwa. Taki film należało zrobić, powiedzieć o tym głośno. Wiele osób zetknęło się z tym problemem osobiście – mówił Robert Więckiewicz.

Cały film jest obrazem bardzo kontrowersyjnym, niezwykle emocjonalnym i pobudzającym do refleksji. – Mieliśmy nadzieję, że film sprowokuje dyskusję. W filmie chodzi o emocje. Fabuła jako nośnik historii jest bardzo istotna, ale to emocje są najważniejsze, to obrazy, które generują emocje. Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo. Że ten film to bardzo poważna, określona wypowiedź w sprawie. Wszystkie filmy Wojtka Smarzowskiego mają podobną strukturę – w pierwszej części możemy się bawić i śmiać, w drugiej coś się zaczyna dziać. Pod koniec drugiej części tak nas chwyta za gardło, że do końca trzeciej nie możemy już się ruszyć. To celowy zabieg artystyczny, który działa. Każde dzieło sztuki odbiera się w samotności. W tym sensie, że każdy z nas ogląda tak naprawdę nieco inny film. Nie ma jednego filmu. Jest ich tyle, ile widzów, każdy filtruje film przez siebie, każdy utożsamia się z czymś innym – tłumaczył. – Trzeba pamiętać o jednej rzeczy – my tu pokazujemy kumulację złych rzeczy, ale nikt z nas nie mówi, że nie ma prawdziwych księży, którzy są obdarzeni łaską, którzy naprawdę kochają Pana Boga. Ja sam znam takich księży i to są wspaniali ludzie. My nie mówimy, że cały kościół jest taki, ale że w tym kościele zdarzają się tacy. Poza tym, to jest także film o wiernych. Oni też są bardzo różni. Niektórzy są zupełnie bezrefleksyjni i po prostu płacą, niektórzy mają problem. To film, który przystawia lustro nam, przecież kościół to wierni, warto też o tym pomyśleć.  

Zobacz również