firma rodzinnaKataryzna Jarosz-Lenkiewiczpiekarniarozmowa

Katarzyna Jarosz-Lenkiewicz

-Firma rodzinna jest jak członek rodziny. Zawsze ma się ją w głowie, a praca w niej traktowana jest jak obowiązek – mówi Katarzyna Jarosz-Lenkiewicz, prezes zarządu PASOL-PACO Sp. z o. o.

*Jak wspomina Pani czasy młodości, kiedy to jeszcze Pani rodzice prowadzili piekarnię? Pomagała Pani w rodzinnym interesie?

– To był schyłek lat 80. i początek 90., pamiętam doskonale. Rodzice byli mocno zajęci, ja w domu po powrocie ze szkoły robiłam zakupy i przygotowywałam obiad lub kolację. Weekendy spędzałam w piekarni, aby pomóc na stanowisku, na którym akurat była taka potrzeba. Pamiętam, jak myłam ryżową szczotką blachy, kosze, ważyłam bułkę tartą, pakowałam chleb. Trochę mi to było nie w smak, ale chciałam pomóc. Dzisiaj za wszystkie takie trudne chwile, ciężką pracę fizyczną, jestem wdzięczna rodzicom, bo wiele mnie nauczyły. Firma rodzinna to trochę jak członek rodziny, zawsze jest obok, zawsze ma się ją w głowie, a praca w niej traktowana jest jak pomoc przy wspólnym przedsięwzięciu, a nawet obowiązek. Ale były też bardzo przyjemne chwile, kiedy, zamiast chodzić na lekcje, wyjeżdżałam jako tłumacz do Danii, Niemiec, aby kupić maszyny, czy też tłumaczyć naprawy serwisowe. Nie było przedstawicieli firm producentów maszyn w Polsce ani serwisów. Jeździłam, bo już wtedy bardzo dobrze znałam język angielski. Zaczynaliśmy od bułeczek, a dopiero potem uczyliśmy się piec prawdziwy, polski chleb. Uczyli nas mistrzowie piekarnictwa, niektórzy pracują w firmie do dzisiaj.

* Czy już od dziecka myślała Pani o przejęciu interesu? Nie było pokus, by pójść inną drogą? Kiedy poczuła Pani, że to jest właśnie to, co chce Pani robić?

– Pracę magisterską pisałam z zarządzania finansami i po zakończeniu studiów wróciłam do firmy rodzinnej. Już wtedy prowadziłam działalność gospodarczą – piekliśmy ciasta, aby uzupełnić ofertę piekarni o smaczne, polskie specjały. Niedługo potem założyłam rodzinę i urodziłam córkę. Mój mąż Mariusz zrezygnował z pracy we Wrocławiu i dołączył do naszej spółki. Połączyliśmy moją firmę i piekarnię rodziców w jedną firmę. Wkrótce na świat przyszedł nasz syn, a ja pół roku po jego urodzeniu wróciłam do pracy. Owszem próbowałam swoich sił w innych miejscach i każdemu to polecam. Wraz z koleżanką prowadziłam agencję marketingową, a także pracowałam dla amerykańskiej korporacji w Świdnicy.

* Kiedy przejęła Pani piekarnię?

– Piekarnię, razem z mężem, przejęliśmy w roku 2010. Widziałam, że moi rodzice byli już bardzo zmęczeni, należał się im odpoczynek, a my byliśmy pełni pomysłów i chęci, aby rozwijać produkty i całą firmę. Choć nie było łatwo.

* Od momentu przejęcia przez Panią interesu wprowadzono szereg zmian. Co udało się zrobić? Jak dzisiaj wypiekane jest pieczywo?

– Zmieniliśmy całą organizację produkcji. Zaczęliśmy od samego produktu, od podstaw. Założyliśmy, że jak chleb, to tylko na najprawdziwszym kwasie żytnim i żytnim razowym, a najlepsza bułeczka czy WEKA – na kwasie pszennym. Do dzisiaj wszystkie nasze produkty wypiekane są na tradycyjnych kwasach żytnich i pszennych. Maszyny pomagają nam jedynie zważyć bułki i chleby oraz nadać im odpowiedni kształt. Dostawcy surowców są weryfikowani pod kątem jakości produktów przy każdej dostawie. Nie stosujemy żadnych gotowych mieszanek, ani konserwantów. Kontrola jakości produktów przebiega na kilku poziomach. Wszystkie wyroby są regularnie badane labolatoryjnie. Pracujemy w systemie HACCP z elementami BRC, dbamy o bezpieczeństwo produktu. Zależy nam na tym, aby nasz chleb był zdrowy, ponieważ sami jesteśmy pasjonatami zdrowego trybu życia i zdrowej diety.

* Kobieta – przedsiębiorca to trudne połączenie. Trudne, ponieważ, jak mówią, w świecie polityki i biznesu trzeba mieć twarde łokcie i nie dać się zdominować. Jak Pani się na to zapatruje? Czy kobiecie trudniej czy łatwiej niż mężczyznom kierować tak dużym przedsiębiorstwem? Czy z perspektywy lat, kiedy to Pani kieruje firmą, coś się zmieniło w tej sferze?

– To prawda, kobietom jest trudniej prowadzić firmę. Nigdy nie zapomnę, jak na targach w Paryżu prezes jednej z firm produkujących maszyny piekarnicze dopytywał dwa razy o to, gdzie jest prezes, a ja dwukrotnie się przedstawiałam i nie sądzę, aby to były problemy językowe. Mit źle osławionej blondynki upada każdorazowo pod ciężarem merytorycznej rozmowy, negocjacji czy też konsekwencji w działaniu. Od początku jednak prowadzę firmę wspólnie z mężem i umiejętnie dzielimy się zadaniami, wg swoich kompetencji. Staraliśmy się obiektywnie ocenić własne słabe i mocne strony, przydzielić obszary nadzoru i nie wchodzimy sobie w drogę. Spotykamy się na wspólnych decyzjach inwestycyjnych czy też dotyczących strategii rozwoju firmy. Oczywiście, zarządzanie firmą jest wielowymiarową matrycą, w której działają też inni ludzie i ważne jest, aby każdy widział w tym wspólnym działaniu swój cel i swoją drogę. Wynik końcowy to funkcja wielu zmiennych mniej lub bardziej namacalnych, działających tak wewnątrz struktury, jak i w otoczeniu zewnętrznym firmy.

* Jak Pani udaje się łączyć bycie szefem z rolą żony i matki?

– Kobietom jest trudniej, bo, jeśli chcą realizować się zawodowo, muszą łączyć wiele ról. Jednocześnie ryzykują to, że któraś z tych ról ucierpi. Jesteśmy tylko ludźmi i nikt nie jest doskonały. Wolę określenie Liderka od Szefowej, bo mam wrażenie, że Liderka, Lider to ktoś ważny dla innych, ktoś, komu inni zaufali, a nie tylko miejsce w strukturze. Jak ja funkcjonuję w roli żony i matki, powinien ocenić mój mąż i moje dzieci. Na pewno nie jestem wzorową żoną, która ma codziennie ugotowany obiad i serwuje go rodzinie z uśmiechem na twarzy. Jak każdy człowiek mam swoje lepsze i gorsze dni, ale mam też bardzo wyrozumiałą rodzinę, a w domu każdy jest samodzielny.

* Jakie wyzwania stoją przed współczesnymi kobietami? Jak godzić wszystkie narzucane nam role? Jak się nie pogubić w gąszczu obowiązków i oczekiwań społecznych? Czy można pozostać sobą?

– Istotne jest chyba to, aby rola, w której funkcjonujemy, była prawdziwa, abyśmy my kobiety nie robiły niczego na siłę, nie spełniały oczekiwań innych, mężów, mam, babć, tylko miały odwagę wybierać sobie role same, abyśmy dały sobie prawo do błędu, a przy tym były na tyle silne, żeby przetrwać też chwile naszych własnych słabości. My kobiety musimy się wspierać i szanować, bo bywa nam w życiu niełatwo, a kto może nas lepiej zrozumieć niż druga kobieta? Nie bądźmy same dla siebie rygorystycznymi sędziami, nie krytykujmy się, tylko poczujmy się na tyle dobrze same ze sobą, aby mieć siłę zawalczyć o siebie, swoją pozycję, rolę czy też o swoje marzenia. Kobiety są niezwykle silne i mądre, m.in. dzięki tym wielu rolom społecznym, w których współistnieją, są odpowiedzialne i troskliwe dzięki matce naturze, a jeśli do tego chcą się rozwijać i mają odwagę sobie zaufać, a co najważniejsze złapią zdrowy dystans do siebie samych i świata wokoło, to wygrywają z mężczyznami.

*Jak Pani spędza czas wolny?

– Od zawsze interesowałam się psychologią, aby lepiej zrozumieć siebie i świat. Lubię podróżować, poznawać ludzi, to jak i czym żyją i co jedzą. Jestem idealistką i blisko mi do wszelkiej formy duchowości. Relaksuje mnie cisza i natura, szum fal, padający deszcz. Kocham słońce i plażę. W domu uwielbiam gotować z moim 13-letnim synem, rozmawiać i przytulać się z moją prawie już dorosłą córką, a także chodzić z mężem na siłownię.

Zobacz również