bibliotekaksiązkaSzlak świdnickich kobiet

Barbara Elmanowska: to szlak, który łączy historie świdniczanek i prowadzi nas do korzeni i tożsamości

– Historię od zawsze pisali mężczyźni. Historie kobiet, ich tradycji, odmienności doświadczeń to sprawa bardzo świeża. Dopiero od 100 lat mamy prawa wyborcze. Wyrównywanie praw jest wciąż w toku. Dlatego też przypominanie o kobietach, szukanie ich w przeszłości, budowanie pewnej symbolicznej solidarności to droga konieczna dla rozwoju społecznego w ogóle, dla wzajemnego szacunku – mówi Barbara Elmanowska, autorka książki „Świdnicki szlak kobiet”, która w października ukaże się nakładem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Świdnicy.

*”Świdnicki szlak kobiet” to tytuł Pani najnowszej książki. Proszę nam zdradzić, o czym dokładnie jest ta książka?

– O kobietach związanych ze Świdnicą, żyjących tu w różnych okresach, wybijających się ponad przeciętność.

*Czym zatem dokładnie jest tytułowy szlak kobiet?

– To szlak w rozumieniu dosłownym, turystycznym, bo miejsca związane z kobietami będzie można odwiedzać. Jednocześnie szlak symboliczny, kobiecy na przestrzeni wieków. Próba wytyczenia linii kobiecej, by zwrócić uwagę na… Chciałam napisać „tradycję”, ale rzecz właśnie w tym, że tej tradycji nie ma i jest to dopiero zwracanie uwagi na potrzebę i możliwości jej wytyczania. Czyli szlak, który łączy kobiece historie i prowadzi nas ku wiedzy o korzeniach i tożsamości.

*Skąd pomysł na tematykę książki?

– To długa historia. Dojrzewałam do tej książki. Pamiętam, że moim bardzo feministycznym okresem był 3. rok filologii polskiej, zajęcia u dr Joanny Dobrowolskiej  i dra hab. Mariana Bieleckiego. Zmieniło się wówczas moje postrzeganie literatury i świata. Dużo czytałam. Równolegle wchłonął mnie temat Holocaustu i przez pewien czas nawet udało mi się to połączyć, pisząc o rolach społeczno-kulturowych w gettach wileńskim i warszawskim. Potem jednak zwróciłam się ku materialności dziennika. Na początku doktoratu byłam też na konferencji, na którą Monika Świerkosz przywiozła pierwszą przewodniczkę po Krakowie emancypantek. Książka zrobiła na mnie duże wrażenie. To było coś zupełnie nowe i ważne. Od tamtej pory myślałam, aby opisać świdnickie kobiety. Byłam też wtedy na seminarium doktorskim u prof. Ingi Iwasiów, którą podziwiałam jako naukowczynię i pisarkę jednocześnie. I choć odeszłam od tematu feminizmu, seminarium szło w tym kierunku, więc wiele idei wchłaniałam przy okazji.

*Wśród postaci, które zostaną opisane, będą kobiety żyjące, nieżyjące? O kim będziemy mogli przeczytać na jej kartach?

– Chciałam, aby były to kobiety żyjące na przestrzeni wieków. Właśnie w tym sęk. Bez względu na narodowość. Bez względu na czas. Wiele ekscytowało mnie w podjętym temacie, ale najbardziej chyba krzyżujące się w mieście ścieżki kobiece. Jedno miejsce jest w tak różny sposób doświadczane przez różne kobiety. Poza tym są to inne historie niż męskie, bardziej osobiste, gdzie indziej położony jest nacisk. Do tego kobiety wspierają kobiety, fundują tablice, dbają o spuściznę naukową. Więc jest to projekt ponad podziałami, o kobietach i kobiecej historii Świdnicy. Czytelnik będzie mógł przeczytać o Annie Świdnickiej, księżnej Agnieszce, Marii Kunitz, Dorothei von Philipsborn, Freyi von Moltke, Emmie Bartelmus, Idalii Jarzynie, ale też o kobietach żyjących, które wciąż działają w Świdnicy i daleko od niej, jak Maria Skiślewicz, Kama Karst, czy Róża Sampolińska.

*Kto dokonywał wyboru postaci? Dlaczego akurat te kobiety?

– Miałam w tym względzie pełną dowolność. Padła co prawda propozycja, abym zajęła się wyłącznie kobietami po 1945 roku, ale dla mnie była to sztuczna granica. Myślę, że wówczas nacisk musiałby być postawiony na pionierki, Polki, a nie taka była idea książki. Zależało mi na kobiecej linii rozciągniętej w przestrzeni miasta, aby było widać tę kobiecą ciągłość, nie zaś przemiany historyczne, które musiałyby wyjść na plan pierwszy. Myślę też, że to ważne, że jest to mój wybór, osobisty. Jest bowiem wiele kobiet, które mogłyby się w książce znaleźć, a się nie znalazły. Chodzi więc o osobiste wybory, nie zaś wypełnianie imperatywu obiektywizmu. Były też kobiety, które chciałam zamieścić, ale one nie wyraziły na to zgody. Generalnie bohaterkami są te, które wyróżniają się swoimi osiągnięciami na polach artystycznych, politycznych, społecznych, naukowych czy sportowych.

*Książka będzie miała nietypową formę. Niezwykłe będzie połączenie treści z grafiką? Zdradzi nam Pani, jak to będzie wyglądać? Jaką formę przybierze szata graficzna? Dlaczego ta książka będzie się wyróżniać?

– Hmmm… Chyba nie będzie aż tak nietypowa. Z pewnością opowieści o kobietach nie będą typowymi biografiami. Przyjęłam styl reportażu i osobistej relacji, bo każdorazowo nawiązywałam z opisywaną postacią więź, nawet jeśli iluzoryczną w przypadku nieżyjących. Mam wrażenie, że to pomijane przeżycie literackie. Literackie i badawcze. Autor nawiązuje relacje z opisywaną postacią, czytelnik również. Mamy wyobrażenia, sympatie. Więc te opowieści je zawierają. Przy każdej kobiecie będą zamieszczone zdjęcia jej samej lub jej w kontekście jej przynależnym. Do książki będzie dołączona mapa wykonana przez Grzegorza Woźnego. To artystyczny projekt, pięknie wykonany, nawiązujący estetyką do malarstwa Edwarda Dwurnika. Czytelników może też zaskoczyć kolejność kobiet zamieszczonych w książce. Długo zastanawiałam się nad ich układem i w końcu początkowy pomysł kolejności zgodnej z kolejnością zwiedzania, ustąpił pomysłowi feministycznemu, dla którego inspiracją były „Błony umysłu” Jolanty Brach-Czainy, a przede wszystkim stwierdzenie faktu, że kobiety mają wyłącznie imiona, nazwiska zaś zawsze należą do mężczyzn. Przyjęłam więc porządek alfabetyczny według imion.

*Dlaczego, według Pani, tak często pomijano role kobiet na kartach historii i dlaczego, co za tym idzie, trzeba tę wiedzę i świadomość przywracać?

– To trudne pytanie. Miało na to wpływ wiele czynników. Przede wszystkim kobiety nigdy nie miały równego startu z mężczyznami. Ich osiągnięcia były zatem, wbrew wszystkiemu, okupione tytanicznym wysiłkiem, walką nie tylko z podejmowaną materią, ale przyzwyczajeniami społecznymi, więc wykluczeniem z powodu przełamywania narzuconych stereotypowych ról. Musiały lawirować, aby w ogóle móc działać. W takich warunkach trudno o swobodny rozwój, dostęp i prezentowanie osiągnięć. Poza tym historię od zawsze z tych samych zresztą powodów pisali mężczyźni. Historie kobiet, ich tradycji, odmienności doświadczeń, też osiągania praw to sprawa bardzo świeża. Dopiero od 100 lat mamy prawa wyborcze. Wyrównywanie praw jest wciąż w toku. Dlatego też przypominanie o kobietach, szukanie ich w przeszłości, budowanie pewnej symbolicznej solidarności to droga konieczna dla rozwoju społecznego w ogóle, dla wzajemnego szacunku.

*Na jakim etapie są prace przygotowawcze książki? Kiedy możemy spodziewać się premiery?

– Książka wkroczyła w etap składu i korekty. Wydawcą jest Miejska Biblioteka Publiczna w Świdnicy. Pani dyrektor placówki, Ewa Cuban, zapowiada premierę na początek października.

Zobacz również